wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    Po czterech miesiącach edukacji domowej...

    Rozmowa z Pawłem Bartosikiem - pastorem Ewangelicznego Kościoła Reformowanego w Gdańsku, doktorantem na UG, redaktorem kwartalnika „Reformacja w Polsce”, wokalistą i gitarzystą zespołu „Krótka Piłka”, prywatnie: mężem Joli, ojcem 7 letniej Zuzi, 5 letniego Jasia i 3 letniej Mai; od trzech lat prowadzącym blog: www.pbartosik.pl



    Paweł Bartosik z rodziną, Jedwabne, czerwiec 2010 r.


    Czy może się Pan podzielić wrażeniami z początków edukacji domowej w swojej rodzinie?
        O samej edukacji domowej zaczęliśmy myśleć już kilka lat temu, gdy nasza najstarsza córka Zuzia była małym berbeciem. Był to okres, w którym intensywnie poznawaliśmy czym jest edukacja domowa od strony teoretycznej - jeździliśmy na konferencje, czytaliśmy książki, rozmawialiśmy z rodzinami (głównie amerykańskimi) uczącymi domowo. Mieliśmy więc sporo czasu na przemyślenie tematu, zapoznanie się ze środowiskiem homeschoolersów w USA i w Polsce, podjęcie decyzji. Przyznam, że nie była ona dla nas trudna, szczególnie w kontekście jednorocznego doświadczenia z zerówką w szkole publicznej, do której uczęszczała nasza córka w ostatnim roku.

    Dokładnie ile lat wcześniej zaczęły się Wasze przygotowania?
        Dwa, trzy lata wcześniej zaczęliśmy już poważnie myśleć o edukacyjnej drodze Zuzi. Interesowały nas nie tylko pedagogiczne aspekty edukacji domowej, ale także prawne zapisy. Oczywiście zmagaliśmy się z różnymi myślami i szukaliśmy odpowiedzi na obawy związane z poziomem kształcenia, socjalizacją, znalezieniem szkoły „przyjaznej” tej formy edukacji.

    Czy otrzymaliście jakieś wsparcie z zewnątrz?
        Jeśli chodzi o początki samego nauczania to otrzymaliśmy duże wsparcie metodyczne ze strony pani psycholog, pedagog, a także dyrekcji oraz wychowawczyni Zuzi z chrześcijańskiej szkoły podstawowej im Króla Dawida w Poznaniu. Ruszyliśmy więc od 1 września 2010 pełni zapału i nadziei. Jednocześnie jest to dla nas niesamowita przygoda, coś nowego i rozwijającego nasz warsztat pedagogiczny. Szczególnie dla mojej żony ponieważ to ona w zdecydowanej większości zajmuje się nauczaniem domowym. Ja prowadzę zajęcia z nauki gry na gitarze, logiki, podstawy informatyki i nauczanie Biblii. Jak na razie, dzięki Bogu, nie przyszło jeszcze zniechęcenie, wątpliwości. Na dzień dzisiejszy (4 miesiące po rozpoczęciu) z całym przekonaniem i bez cienia zawahania możemy wraz z żoną powiedzieć, że była to właściwa decyzja. Zobaczymy co przyniesie przyszłość ponieważ oczywiście nie chcemy za sobą palić mostów składając jakieś długoterminowe deklaracje.

    Co wydaje się Panu najważniejsze jeśli chodzi o przygotowanie do nauczania domowego?
        Najważniejsze jest przekonanie. Nie chodzi o wieloletnią deklarację, że chcemy iść tą drogą edukacyjną do końca formalnej edukacji czy nawet podstawówki. Chodzi o przekonanie, że... warto spróbować. Oczywiście motywacji może być wiele (pedagogiczne, ideologiczne, religijne, pragmatyczne itp.) wiem jednak, że dziś żałowalibyśmy gdybyśmy nie spróbowali. Oczywiście mieliśmy obawy. Nadal je mamy. Jestem jednak przekonany, że nie minęłyby, a nawet pogłębiły, gdybyśmy posyłali naszą córkę do szkoły publicznej. Jeśli rodzic rozważając edukację domową własnego dziecka decyduje się jednak na posyłanie go do szkoły z powodu uniknięcia obaw o jego przyszłość, wykształcenie, to jest nieco naiwny sądząc, że szkoła ma moc uwalniającą od tego typu uczuć.

    Rodziców często paraliżuje strach przed podjęciem decyzji o nauczniu domowym...
        Tak, niektórzy rodzice poważnie rozważają uczenie swoich dzieci w domu, ale niekiedy paraliżuje ich lęk: czy sobie poradzę? co z uspołecznieniem? itp. Te myśli również nam nie są obce. Zwróćmy jednak uwagę na to, że całkiem podobnie myślą młodzi rodzice tuż po urodzeniu dziecka. Jednak o dziwo okazuje się, że są w stanie nauczyć syna lub córkę chodzić, jeść, zapinać guziki, zakładać buty, mówić sąsiadom "dzień dobry", przechodzić przez jezdnię, liczyć, zapamiętywać wierszyki, śpiewać piosenki, a nawet dbać o jego socjalizację - w piaskownicy, na placu zabaw, w codziennych interakcjach z dziećmi znajomych, z rodzicami, dziadkami, babciami, rodzeństwem...

    A co wydaje się Panu najważniejsze jeśli chodzi o przygotowanie do nauczania domowego od strony technicznej?
        Jeśli chodzi o samą techniczą stronę przygotowania do nauczania domowego to więcej mogłaby powiedzieć moja żona bowiem to ona w naszej domowej szkole jest dyrektorem. Ja jedynie pełnię funkcję konserwatora i pana woźnego :) Warto na pewno z góry znać wcześniej program, który powinien być zrealizowany w tzw. "minimum programowym", które dziecko musi opanować aby zdać egzamin pod koniec roku. To również jest przydatne dla samego rodzica planującego zajęcia. Oczywiście tempo nauczania jest dostosowane do rozwoju dziecka i celów programowych wyznaczonych przez rodzica, który zdolności i możliwości swojego dziecka zna lepiej niż autorzy podręczników.

    Przed samym nauczaniem dobrze jest zadbać o dobre relacje z dyrekcją szkoły i wychowawczynią dziecka aby w ciągu roku (lub pod jego koniec) nie było niepotrzebnych napięć, konfliktów i trudności z edukacją domową w kolejnym roku. Warto pamiętać, że nie jest to zamach na kompetencje szkoły (a tak niestety niektórzy dyrektorzy to odbierają) lecz chęć uczenia dziecka zgodnie z własnymi metodami, przekonaniami i możliwościami. Punktem wyjścia jest oczywiście miłość i troska o dziecko, nie zaś manifestacja sprzeciwu wobec jakiejkolwiek formy edukacji lub instytucji.

    Czy napotkaliście już jakieś trudności?
        Chyba największą trudnością jest dyscyplina. Z dyscypliną i entuzjazmem do rozpoczęcia lekcji było jednak podobnie gdy Zuzia chodziła do zerówki. "Nie chce mi się" dotyczyło wtedy wyjścia do szkoły teraz dotyczy siadania przy biurku. Tyle, że w domu łatwiej ją zachęcić, zaciekawić i kiedy już "połknie haczyk" potrafi spędzić na nauce więcej czasu niż od niej tego wymagamy. Trudnością jest na pewno podział uwagi żony pomiędzy troje dzieci (ja jestem wtedy w pracy). Kiedy Zuzia się uczy to Jaś (5) i Maja (3) zwykle się bawią, jednak gdy zbyt długo uwaga jest skupiona na Zuzi Maja upomina się o jej "dawkę" zabawy z mamą. Wymaga to takiego planowania zajęć, by zaczynać lekcję od wspólnego opracowania tematu z Zuzią by zostawić jej potem kilka zadań do samodzielnego rozwiązania. W ten sposób dostępna staje się chwila na kolorowanie z młodszymi dziećmi, czy wspólne z nimi zabawy, a gdy są już "nasyceni" uwagą rodzica wówczas można wrócić do Zuzi.

    Czy szukacie może przyjaciół albo innych rodzin nauczających domowo?
        To nie jest do końca tak, że jakoś specjalnie szukamy. Obracamy się w środowisku homeschoolersów co powoduje, że "sami się znajdują". Kilku naszych przyjaciół również naucza domowo więc mamy naturalne okazje do wymiany doświadczeń, wzajemnej zachęty. Bardzo cenimy te więzi. Gdyby nie one pewnie bylibyśmy bardziej aktywni w poszukiwaniu takich osób. Odkąd zaczęliśmy uczyć domowo - kilka osób chcących rozpocząć homeschooling znalazło natomiast nas. Bardzo to miłe.

    Czy jest Pan w stanie opisać, jak wygląda środowisko edukacji domowej w Waszym rejonie?
        Nie jest wielkie. W samym trójmieście o ile wiem jesteśmy póki co jedyni, choć jest kilka rodzin mieszkających w okolicach Gdańska, Gdyni czy Elbląga uczących dłużej od nas. Z paroma mamy regularny kontakt. Jednak poznajemy coraz więcej osób z naszego rejonu, które chciałyby zacząć lub poważnie biorą pod uwagę nauczanie swoich dzieci w tym trybie.

    Zajmuje się Pan także na poważnie edukacją domową ze strony teoretycznej. Czy może Pan coś powiedzieć o swojej pracy doktorskiej?
        Powoli idzie mi to pisanie :) Kończę jednak studia doktorskie na Uniwersytecie Gdańskim co oznacza, że muszę nadgonić z pracą. Jej tytuł brzmi: "Edukacja domowa jako ideologia edukacyjna". Mam już otwarty przewód doktorski więc z nadzieją patrzę w przyszłość. Sama praca ma teoretyczny charakter. Chcę w niej zbadać edukację domową z perspektywy ideologiczności wszelkiego rodzaju edukacji. Nie będzie to więc czysto socjologiczny opis zjawiska jakim jest homeschooling. Na ten temat już są prace, również w języku polskim. Mało natomiast się mówi o powodach, dla których ktoś decyduje się na podjęcie tego wyzwania. Chciałbym opisać choćby mit neutralności światopoglądowej każdego rodzaju edukacji, jej mocno polityczne konteksty oraz osadzenie, a także filozoficzne, religijne i oczywiście pedagogiczne motywacje homeschoolingu.

    Dziękuję za rozmowę.

    Rozmawiała Natalia Dueholm.

    Paweł Bartosik jest inicjatorem akcji www.SwietaBezSzopki.pl oraz z Ewangelicznymi Kościołami Reformowanymi akcji: RatujmyDzieci.pl



  • skocz do góry