wróć
  • do "porady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Krystyna Kamińska

    Nauka czytania w wieku przedszkolnym


    Wszyscy, którzy zajmują się nauką czytania, podkreślają złożoność tego problemu. Od wielu lat wywołuje on wiele kontrowersji i sporów, tak wśród teoretyków, stanowiąc przedmiot ich rozważań, jak i u nauczycieli poszukujących jego optymalnego rozwiązania.


        Jedni i drudzy są zgodni, że obecnie dzieci są inne niż kilka czy kilkanaście lat temu. Przede wszystkim zmieniły się oczekiwania, które u dzieci w wieku przedszkolnym przeniosły się z celu, którym była nauka czytania i pisania, na poznawanie świata: Nowe spojrzenie na naukę czytania wymaga uwzględnienia tej oczywistej już dziś zmiany dziecięcych oczekiwań. Dlatego nie może być rzeczą obojętną sposób, w jaki dziecko zdobywa umiejętność czytania, którą ono samo postrzega jako jeden z etapów poznawania otaczającej go rzeczywistości.

        Do tej pory w nauce czytania ciągle dominują poczynania edukacyjne - uznawane jako najlepsze - oparte na standardach ludzi dorosłych. A dziecko żyje przecież także w swoim własnym, wytworzonym przez siebie świecie. Z tego względu tworzenie dziecku właściwych warunków rozwoju, postrzeganie go jako podmiotu, nie oznacza jeszcze dostosowania do niego naszych różnorodnych poczynań. Jest to raczej poszukiwanie swoistej równowagi pomiędzy jego rozwojem a zaspokajaniem jego potrzeb. To świadome pominięcie dziecięcych dążeń, zainteresowań, oczekiwań i aspiracji zaburza przede wszystkim charakter i treści edukacji przedszkolnej w Polsce. Od lat bowiem upowszechnia się szkodliwą dla dzieci koncepcję rozdzielania nauki czytania od nauki pisania.

        Niezależnie od tego, w jakim wieku dziecko rozpoczyna naukę czytania, najważniejsze jest właściwe wchodzenie w świat mowy pisanej i uczenie się nowego języka. Dorośli zwykle skłonni są do przyśpieszania opanowywania umiejętności czytania, proponując dziecku różnorakie ćwiczenia stymulujące. Zdaniem M. Kielar-Turskiej, dziecko poddane takim ćwiczeniom może opanować tę specyficzną sprawność, jaką jest nauka czytania, ale uzyskiwane przez nie rezultaty będą zwykle krótkotrwale i związane z wysokimi kosztami, które ponosi zawsze samo dziecko.

        Te koszty, to z jednej strony brak dobrego zrozumienia materiału, a w efekcie jedynie sztywne opanowanie formułek, a z drugiej zaburzenia emocjonalne będące wynikiem napięć towarzyszących procesowi przyśpieszonego uczenia się. Ta szkodliwa tendencja przeciwstawiania działaniom twórczym - umiejętności, swobodzie - przymusu, zainteresowaniom - wysiłku może w konsekwencji doprowadzić do znacznych wypaczeń edukacyjnych.

        Wymienione antynomie ukazują opisane zjawisko w sposób skrajny, ale przez takie ich ujęcie pragnę podkreślić niebezpieczeństwo, które niesie ze sobą pomijanie indywidualnych zdolności i doświadczeń dziecka. Czytanie jest bowiem tą umiejętnością, którą dzieci opanowują stopniowo. Jednak dla każdego poziomu istnieją pewne ogólne, a zarazem specyficzne, stopnie umiejętności, które dziecko powinno opanować, by jego dalsza nauka przebiegała bez większych trudności.


    *    *    *


        W miarę precyzyjne określenie wieku, w którym dziecko mogłoby i powinno nauczyć się czytać, nie jest takie proste. Można jedynie w przybliżeniu wyznaczyć przedział czasowy, zgodny z pewnymi prawidłowościami rozwoju. Wśród dzieci siedmioletnich rozpoczynających naukę szkolną zawsze można wyróżnić takie, które będą mogły wykazać się opanowaniem umiejętności płynnego czytania ze zrozumieniem oraz inne, które będą musiały się jeszcze wiele natrudzić, by osiągnąć podobne rezultaty. Trudności w opanowywaniu umiejętności czytania pojawiają się zwykle w przypadku stosowania niewłaściwych metod lub zastosowania tej samej metody wobec wszystkich dzieci.

        Wydaje się, że pytanie postawione w artykule zatytułowanym Czytanie i pisanie w przedszkolu autorstwa D. Kowalczyk i L. Weselińskiej „Jak postępować, aby opanowanie techniki czytania i pisania przebiegało tak, by większość dzieci mogła w sposób możliwie najłatwiejszy pokonywać trudności i aby zautomatyzowanie czynności związanych z czytaniem służyło koncentrowaniu się na rozumieniu odczytywanych tekstów”? - jest stale aktualne.

        Dlatego pozwólmy dzieciom uczyć się czytać w taki sposób, który one same uznają za najlepszy i w takim momencie, kiedy będą odczuwać rzeczywistą potrzebę samodzielnego czytania. Warto, jak sądzę, zindywidualizować naukę czytania wśród dzieci w wieku przedszkolnym, by dać każdemu z nich możliwość wyboru najwłaściwszej dla niego drogi uczenia się. Nie istnieje jeden uniwersalny sposób nauczania dzieci umiejętności czytania. Jednak ze względu na specyfikę języka polskiego w nauce czytania najwłaściwsze wydaje się stosowanie metod analityczno-syntetycznych, tak o charakterze wzrokowym, jak i fonetycznym.


    *    *    *


        W Polsce w ciągu ostatnich lat pojawiło się wiele nowych sposobów nauki czytania umownie nazwanych metodami. Nowych, co nie znaczy innych od tych, które istnieją od dawna. Jedną z nich jest metoda B. Rocławskiego, w której przede wszystkim rozwinięty słuch fonematyczny dziecka i ogromna wiedza lingwistyczna nauczyciela stanowią podstawę powodzenia w opanowywaniu umiejętności czytania i pisania. Założenia, jak i program samej metody, pomimo znacznych osiągnięć, którymi pochwalić się może sam twórca, budzą jednak wiele kontrowersji. Wydaje się, że jej stosowanie powinno być uzależnione od rozwoju funkcji słuchowej danego dziecka.

        Zupełnie inny sposób nauki czytania, nazwany wprowadzeniem dziecka w świat pisma, prezentuje I. Majchrzak. Zdaniem autorki o nabyciu umiejętności czytania decyduje umysł i wzrok. W swoich założeniach pomija prawie zupełnie analizę i syntezę słuchową. Nowością jest to, że naukę czytania nazywa nauką pisma i rozpoczyna ją od własnego imienia dziecka, ze względu na subiektywną odczuwalność jego ważności przez samo dziecko.

        W edukacji przedszkolnej na uwagę zasługuje i jedna, i druga metoda, chociaż w przypadku każdej z nich praktyczne jej wykorzystanie powinno być dostosowane do poziomu rozwoju danego dziecka. Obydwie metody oparte są na pełnym alfabecie polskim (44 znaki), dając dziecku możliwość poznania wszystkich dźwięków i ich odpowiedników graficznych. Niestety, znaczna większość placówek przedszkolnych, publicznych i niepublicznych „realizując program”, a niewłaściwie go interpretując, wprowadza tylko niepełny alfabet złożony z 22 liter drukowanych, pomijając tak charakterystyczne dla języka polskiego dwuznaki, zmiękczenia i samogłoski nosowe.


    *    *    *


        Coraz częściej czyni się w Polsce próby adaptowania zagranicznych metod nauki czytania, m.in. metody G. Domana. Odbiega ona znacznie od tego, co zwykliśmy nazywać metodą w odniesieniu do nauki czytania. Główny nacisk został położony na zapamiętanie, a potem odkodowanie zapisu. Jej autor zachęca do zabawy z dziećmi w czytanie, tak w przedszkolu, jak i w domu już od najmłodszych lat, twierdząc, że nawet kilkuletnie dzieci (poniżej czwartego roku życia) mogą już się nauczyć czytać. Wydaje się, że ta metoda może być z powodzeniem wykorzystywana w edukacji przedszkolnej w tzw. okresie przedliterowym, gdy przygotowujemy dopiero dzieci do czytania.

        Nie chcę określać ani oceniać, która metoda jest lepsza, a która gorsza. Pragnę jedynie pokazać, że czasami intuicyjnie można wyczuć sposób, w jaki dziecko uczy się samo czytać lub mogłoby się łatwo nauczyć tej umiejętności. Zatem polecałabym nie tyle poszukiwanie kolejnej nowej metody nauki czytania, ile wykorzystanie takiego fragmentu już istniejącej, który w danym momencie, w przypadku konkretnego dziecka mógłby być najlepszy, najefektywniejszy, a jednocześnie zgodny z kierunkiem jego zainteresowań i uzdolnień. Warto zaakceptować właśnie taką, a nie inną drogę poznania, którą pragnie iść dziecko.

        Osoba dorosła, wprowadzająca dziecko w magiczny świat pisma, powinna pamiętać o pomocy w wysiłku podejmowanym przez samo dziecko w dążeniu do przekraczania jego aktualnych możliwości, o umiejętnym pobudzaniu jego aspiracji tak, by samo dziecko podnosiło stopień trudności w pokonywaniu kolejnych barier. Zastosowanie tej czy innej metody podpowiadać będzie wówczas samo dziecko wskazując poprzez swoją ciekawość i zainteresowanie, która metoda jest dla niego najwłaściwsza. Należy ją jedynie uatrakcyjnić wszystkimi dostępnymi sposobami.




    Krystyna Kamińska, Warszawa

    Tekst pochodzi z pisma „Edukacja i Dialog”, nr 7 (80), 1996 r. | tutaj >>>
    Zamieszczamy za zgoda sekr. red. Stanisława Więckowskiego.




  • skocz do góry