wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    „Uczenie się jest najwspanialszą i dającą najwięcej radości grą na świecie.” [Glenn Doman]

    - wywiad z Karoliną Domagalską


    Karolina Domagalska - nauczycielka w-f w gimnazjum, naucza w domu swojego syna z porażeniem mózgowym.



    Kiedy i dlaczego zaczęła Pani nauczać indywidualnie syna?
        - Mój syn przeszedł wylew śródczaszkowy w pierwszej dobie życia. Od początku wiedzieliśmy, iż będzie wymagał intensywnej rehabilitacji. Bardzo długo szukaliśmy dla niego odpowiedniej metody, odwiedzaliśmy wiele miejsc w Polsce i pogrążaliśmy się w rozpaczy. Rozwój syna był bardzo słaby. Kiedy ukończył 2,5 roku poznaliśmy metodę Glenna Domana. Najpierw pracowaliśmy rok w domu sami (pod kierunkiem doświadczonej mamy Katarzyny Rybickiej), potem udało nam się wyjechać do Instytutu Osiągania Ludzkich Możliwości do Filadelfii (http://www.iahp.org/) i uzyskać fachoweZabawa szkolenie i wskazówki. To był zwrot w działaniu - to właśnie wówczas do nas dotarło, ze sami musimy wziąć sprawy w swoje ręce i zając się rehabilitacją i edukacją syna. Można więc powiedzieć, że od tej pory rozpoczęliśmy edukację. Najpierw wyedukowaliśmy się sami - dowiedzieliśmy się, na czym ma polegać kompleksowa opieka nad naszym synem. Okazało się, że ruch, intelekt i fizjologia są tak ściśle ze sobą powiązane, że programy, które zaczęliśmy stosować były odpowiednikiem właśnie tej edukacji.
        Zgodnie z zasadą i filozofią Glenna Domana nauczyliśmy się szybko, iż: „Uczenie się jest najwspanialszą i dającą najwięcej radości grą na świecie. Wszystkie dzieci rodzą się z takim przekonaniem i pielęgnują je, dopóki nie przekonamy ich, że nauka jest ciężką i nieprzyjemną pracą. Niektóre dzieci nigdy nie dają się o tym przekonać i przechodzą przez życie, wierząc, że nauka jest przyjemnością i jedyną grą, w którą warto się bawić”.

    „Tacy ludzie mają swoje miano. Nazywamy ich geniuszami”. Tak jest dalej. Nie chce Pani dokończyć tego cytatu?
        - Nie, ponieważ nie chciałam, aby ktoś myślał, że z niepełnosprawnego dziecka chce zrobić geniusza. Nie o to w tym chodzi. Staramy się po prostu, aby nasz syn właśnie miał szansę w taką grę grać. Szkoła odbiera zbyt często tę radość.

    A co ze szkołą specjalną?
        - Chciałabym, aby szkoły specjalne były tym, czym mają być, czyli miejscem ogromnego wsparcia rodziny, wspaniałych fachowców, doskonałej bazy dydaktycznej dostosowanej dla każdego ucznia. Często tak nieFortepian jednak jest, brak odpowiedniego dofinansowania tych placówek, brak wsparcia w społeczeństwie, powodują, że tak naprawdę nie spełniają swej roli. Nie jestem zupełną przeciwniczką takich szkół, bo wiem jak często są jedyną szansą dla wielu dzieci. Chciałabym jednak, aby szkoły te odzyskały właściwe miejsce na mapie edukacji, aby też trafiały tam dzieci najbardziej potrzebujące. Niestety - trafia tam zbyt wiele takich uczniów, którzy mogliby uczyć się w szkołach masowych, segregacja w polskiej oświacie jest tworzona zbyt lekką ręką.
        W związku z powyższym, uważam, że dla mojego dziecka najlepszym miejscem edukacji jest dom. Myślę, że idealnym rozwiązaniem dla wielu niepełnosprawnych dzieci jest nauczanie indywidualne - w przedmiotach, w których jedynie indywidualne podejście gwarantuje sukces. Przedmioty artystyczne (muzyka, plastyka, technika czy wychowanie fizyczne) dzieci te mogłyby realizować w grupie rówieśników w szkole masowej. Zbyt często jednak tak się nie dzieje, bo to „oświatę” zbyt wiele kosztuje.
    Dziecko poważnie niepełnosprawne ruchowo - a takim jest mój syn - nie powinno przebywać wielu godzin w pozycji siedzącej - obecna szkoła by tego wymagała, dlatego tylko w domu można przeprowadzać zajęcia w trybie i warunkach do tego dostosowanych.

    Rodzice nie mają w Polsce czasu na edukowanie własnych dzieci- takie zdanie słyszy się bardzo często. Co Pani na to?
        - Zgadzam się z tym tylko po części. Faktycznie wiele rodziców zajętych pracą i zdobywaniem środków na życie zmuszonych jest oddać swoje dziecko pod skrzydła jakiejś instytucji. Nie sądzę, aby to była jednak największa przeszkoda. Znam mnóstwo rodziców, którzy nie pracują i chętnie zajęliby się edukacją swoich dzieci - problem jednak w tym, że nikt nie wierzy w ich umiejętności myśląc, że rodzic sobie nie poradzi. Nic bardziej mylnego. Rodzic, który ma do czynienia ze stanem, w jakim znalazło się jego dziecko jest najlepszym dla niego specjalistą. To ten właśnie rodzic najwięcej czyta, szuka, szkoli się, dyskutuje nocami i biorąc pod uwagę, że nasze dzieci mają w wieku szkolnym już pewien wiek - nasze „studia” nad przypadkiem dziecka trwają dłużej niż studia statystycznego magistranta. Specjalista może błędnie sądzić po ukończeniu studiów trwających 5 lat, iż ma prawo do jedynego słusznego zdania. Nasze trwają 24 godziny na dobę przez wiele lat, jesteśmy dociekliwi, poszukujemy, śmiało można powiedzieć, że my rodzice odbywamy własną edukację domową w tej dziedzinie i uzyskujemy doskonałą wiedzę. Mam przyjemność spotykać takich rodziców na szkoleniach oraz na forum Strony Dzieci Sprawnych Inaczej.
    http://dzieci.org.pl/forum/.

    A jak Pani łączy pracę zawodową z nauczaniem własnego syna?
        - Jestem nauczycielką w ZSP 3 w Pleszewie i łatwo mi łączyć te dwie rzeczy. Kilkanaście godzin w tygodniu, kiedy jestem w pracy zastępuje mnie nasz największy przyjaciel domu - Tereska Matuszewska. Od kilku lat szkoli się na równi z nami, jest wdową, ma prawie dorosłe dzieci - ona nas wpiera i pracuje z Michałem, kiedy nas nie ma w domu. Popołudniami łączymy obowiązki z mężem, który jest moją wielką podporą. Obydwoje pracujemy.

    Czy może Pani opisać, w jaki sposób edukuje Pani syna, ile zajmuje to Pani czasu, itd.?

        - Tak jak wspomniałam wyżej nie ja sama zajmuję się edukacją syna, wspiera mnie mąż i Tereska. W klasach I-III godziny nauczania indywidualnego realizowałyśmy pół na pół z moją przyjaciółką Elżbietą Bijacik-Knappe, z wykształcenia pedagogiem i historykiem. Ona wnosiła do domu nowe Jajkapomysły i entuzjazm. Dodam, że Ela (jak i inne nauczycielki wymienione niżej) również odbyła szkolenia u Bożeny Bejnar-Sławow | wywiad z Bożeną Bejnar-Sławow tutaj >>> |
    i w pełni popierała nasze działania. Chcę dodać, że stało się tak dzięki zasłudze dyrektor szkoły Halinie Dziuby, ponieważ to ona pierwsza uwierzyła, że ja matka, mogę być dobrym nauczycielem dla swojego dziecka, bardzo jestem jej za to wdzięczna. Obecnie wspierają nas też nauczycielki matematyki (Agnieszka Skitek), języka polskiego (Hanka Wojcieszak-Blandzi), języka angielskiego (Agnieszka Matecka).
        Chciałabym nadmienić, że wymiar godzin przydzielony nam w ramach rozporządzenia dotyczącego nauczania indywidualnego wynosił w klasach I-III 6 godzin tygodniowo a obecnie w klasie IV - 8 i jest kropla w morzu potrzeb. Dlatego większość ciężaru edukacyjnego spoczywa i tak na nas rodzicach.
        Nie jest to coś niemożliwego i trudnego, zdajemy sobie sprawę z czasu, jaki musimy i poświęcamy dla swojego dziecka i jego nie da się przeliczyć na godziny, to się dzieje nieustannie.
        W edukacji syna stosujemy głownie (choć nie tylko) programy intelektualne (The Institutes for the Achievement of Human Potential - IAHP), napisałam pod tę metodę program nauczania dla syna.

    A jakie są tego efekty?
        - Michał jest dzieckiem z dość poważnym uszkodzeniem mózgu, myślę, że gdyby nie ta droga edukacji domowej, gdyby nie nasze zaangażowanie nie byłby tym chłopcem, jakim jest obecnie. Jego poważne problemy i brak tak ogromnej pracy spowodowałby, iż byłby uczniem szkoły życia. Wysiłek wart jest efektów. Michał rozwija się coraz lepiej, jest wesołym, Piernikiinteligentnym chłopcem.
        Kiedy jako 6 latek musiał odbyć testy w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i znużony strasznie nudnymi pytaniami pani psycholog spojrzał na ścianę i powiedział: „Śpiący Mietek” - ten obraz namalował Stanisław Wyspiański - bardzo mnie wówczas wzruszył, czego nie można powiedzieć o pani psycholog, która chciała, aby Michał ułożył wierzę z klocków jako dowód na inteligencję.
        Droga takich rodzin jak moja przez taką poradnię jest strasznie wyboista, popełniłam na ten temat artykuł pt. „Prawo do inteligencji” publikowany w kilku czasopismach i wygłaszany na wielu konferencjach.

    Niedawno na forum Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO) - http://www.vulcan.edu.pl/forum/ - zadała Pani dyrektorom pytanie: „Co byś zrobił dyrektorze gdyby do ciebie przyszedł rodzic z prośbą o wyrażenie zgody na edukację domową?” Jakie były reakcje dyrektorów?
        - Czytając wiele o edukacji domowej ze zdziwieniem odkryłam, ze edukacja ta jest w Polsce zalegalizowana prawem. Nigdy wcześniej nie dręczyło mnie to pytanie, ponieważ mój syn ze względu na niepełnosprawność ruchową otrzymuje nauczanie indywidualne. Im więcej jednak obserwuję zjawisk w szkole, im więcej czytam i dalej doskonalę się w temacie rozwoju dziecka i rewolucji w uczeniu dochodzę do wniosku, iż edukacja w domu nie może być pomijana jako mało ważna. Ponieważ aktywnie działam na forum Strony Dzieci Sprawnych Inaczej (SDSI) oraz forum OSKKO postanowiłam poruszyć ten temat. Forum OSKKO to forum kadry kierowniczej oświaty, dlatego zapytałam tam wprost - co byś zrobił dyrektorze? Prawo oświatowe pozwala na naukę poza szkołą, jednak nikt inny tylko dyrektor szkoły ustala warunki jej odbywania. Temat nie zyskał większego grona do dyskusji, wydaje się, że dyrektorzy nie upatrują w edukacji domowej większych możliwości. Padały słowa, iż jest to forma dla bogatych i wykształconych rodziców. Znaleźli się też tacy, którzy będąc przygotowani na taką ewentualność wniosku, mieli przygotowane pismo, w którym zgadają się lub nie na taką realizację. Decyzję swoją uzależniają np. od opinii Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej, co mnie zaskoczyło. Nie udało mi się jednak dowiedzieć, od jakich innych warunków uzależniają zgodę ani jak chcieliby przeprowadzić egzaminy klasyfikacyjne.
        OSKKO to organizacja energicznych i entuzjastycznych dyrektorów - wierzę, że do tematu jeszcze powrócimy.

    Wspominała Pani o tym, że jest Pani zaangażowana w organizację Centrum Rozwoju Człowieka. Co to takiego?
        - Od wielu lat aktywnie działam na forum SDSI, wspieram innych rodziców, podsuwam lektury, wygłaszam na konferencjach referaty na ten temat. Prowadzę stronę http://www.nadzwyczajne-dzieci.org. Okazuje się, że potrzeb jest mnóstwo. Obecnie służba zdrowia przyprawia rodzica niepełnosprawnego o zawrót głowy, szkoły też często nie ułatwiają sprawy. Zachęcam rodziców, aby wzięli sprawy w swoje ręce.
        Moja przyjaciółka - terapeutka Bożena Bejnar-Sławow od kilku lat przyjeżdża do Polski kilka razy w roku chcąc wspierać rodziców w metodzie organizacji neurologicznej.
    http://www.dzieci.bci.pl/strony/rozwojczlowieka/
        Zaangażowałam się w pomoc jej, ponieważ widzę wielki sens takiej pracy. Należy szkolić rodziców, aby oni mogli pomagać najlepiej swoim dzieciom. Rodzice powinni być świadomi, powinni posiadać wiedzę, aby podejmować decyzję w oparciu o fakty. Tak często spotykają się z rozbieżnymi diagnozami, rokowaniami, formami terapii. Ostatnio występujemy na konferencjach organizowanych przez uczelnie wyższe w celu popularyzowania metody. Glenn Doman jest bardzo mało znany, jego książki z Rodzinaserii cichej rewolucji nie są popularyzowane w Polsce. Ze wzruszeniem obserwujemy napływ wielu rodzin, aby poznać metodę, dowiedzieć się jak można wesprzeć rehabilitację i edukację dziecka, kiedy inni nie pozostawili już szans. Z ponownym wzruszeniem obserwujemy jak te dzieci osiągają swe pierwsze sukcesy. Mamy wiele planów i marzeń, chciałybyśmy stworzyć Centrum Rozwoju Człowieka którego głównym zadaniem byłoby szkolenie i pomoc rodzicom oraz chętnym specjalistom. Marzenie ma się urzeczywistnić w Pleszewie a dokładniej we wsi nieopodal - Dobra Nadzieja. Miejsce wydawać się może odpowiednie do dawania rodzinom właśnie nadziei na sukces ich dzieci. Obecnie kilka razy w roku organizuję szkolenia, które głównie prowadzi Bożena Bejnar- Sławow - mnie pozostaje wsparcie logistyczne. Jest już kilkadziesiąt rodzin w Polsce, którym ona pomogła, staram się to ułatwiać. Pani Bożena stara się również zapraszać z USA inne osoby, które pracują w tym nurcie. Pod koniec ubiegłego roku w Pleszewie odbyły się takie spotkania - miło było w tym uczestniczyć i widzieć wzruszenie rodziców, kiedy życie ich dzieci zmienia się na lepsze.
        Programem mogą zostać objęte również małe zdrowe dzieci, ponieważ jeśli my rodzice niepełnosprawnych maluchów uzyskujemy tak duże postępy w rozwoju dzieci, należy zadać pytanie, co ze zdrowymi, czy nie można ich wesprzeć? Otóż można i doświadczenia Instytutu Osiągania Ludzkich Możliwości w Filadelfii na to wskazują.
        Wierzę, że wszystko przed nami.

    Bardzo dziękuję za rozmowę.




    Rozmawiała Natalia Dueholm

    Foto: z rodzinnego albumu Pani Karoliny Domagalskiej. Dziękujemy.



  • skocz do góry