wróć
  • do "artykuły" >
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Ewa Friedel

    Nie ściany tworzą szkołę

    O zjawisku homeschoolingu słów kilka


        Non scholae, sed vitae discimus (Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia) - mówi znana łacińska maksyma. Polskie mamy dodają: Uczysz się dla siebie... posyłając dzieci do szkoły, która coraz częściej przeżywa kryzysy, staje się miejscem agresji, przemocy, eksperymentów pedagogicznych kolejnych ekip rządzących.

        Cóż jednak mogą obywatele? Istnieje obowiązek szkolny. Okazuje się jednak, że różne są interpretacje tego obowiązku i nie wszyscy rozumieją go jako konieczność codziennej obecności w szkolnej ławce... Z wagarowiczami w tej kwestii zgadzają się coraz częściej homeschoolingowcy, tyle że pierwsi uciekają od edukacji w ogóle, a drudzy od jej wad. Pierwsi skutecznie wprowadzają w życie słowa słynnej piosenki zespołu Pink Floyd: "we don't need no education" - drudzy rzeczywiście chcą się uczyć dla życia...

        Nie wszyscy życzą sobie, by obowiązujący system decydował o tym, co i w jaki sposób powinno być wbijane ich dzieciom do głów. Do tej pory rodzic niewiele miał do powiedzenia w tej kwestii, bo szkoła to obowiązek, jednak powoli na horyzoncie pojawiają się pewne zmiany. Coraz częściej słyszy się o "homeschoolingu". O tym, czym jest to zjawisko, jaka jest jego geneza i skutki będzie ten artykuł.

        Wydawałoby się, że życie bez szkoły jest najzwyczajniej w świecie niemożliwe - przywykliśmy do niej. A tu taka niespodzianka... Okazuje się, że wg badań przeprowadzanych przez środowisko homeschoolingowców, nawet 2,5 miliona dzieciaków w USA nie chodzi do szkoły, bo ich nauczycielami są... rodzice. Tak więc edukacja "bez-szkolna" stała się faktem, choć początki łatwe nie były.

        Homeschooling jest zjawiskiem tak świeżym na polskim gruncie, że wszelkie ostateczne i "jedynie słuszne" opinie na jego temat wydają się niezwykle ryzykowne. Dlatego też, proponuję traktować ten artykuł raczej w kategoriach przewodnika po "nowym", niż oceniającej reklamy bądź antyreklamy.


    Homeschoolingowy podbój świata

        W krajach wysoko rozwiniętych takie rozwiązanie przestało już dziwić - najczęściej homeschooling jest tam legalny i ma się świetnie. Anglicy oswoili się z edukacją domową do tego stopnia, że nie muszą nikogo informować o swojej decyzji - mówi się nawet o 100 tys. angielskich rodzin, których dzieci póki co, nie wiedzą jak wygląda lekcja fizyki w trzydziestoosobowej grupie. Dla nas - Polaków to sytuacja, w którą trudno uwierzyć, ale są państwa, w których nawet konstytucja gwarantuje prawo do homeschoolingu - takie rozwiązanie zastosowano w Irlandii. Jednak prawdziwym rajem dla zwolenników edukacji domowej jest stan Illinois w USA, gdzie ważne jest jedynie to, by uczyć po angielsku mniej więcej tego, co przewiduje program nauczania.

        W Polsce edukacja domowa dopiero raczkuje. Oficjalnie wiadomo o 20-30 rodzinach, które korzystają z takiej możliwości. Jednak homeschooling stał się ostatnio tematem zażartych dyskusji - rodzice nadstawiają ucha, zainteresowani są także specjaliści - nauczyciele, pedagodzy, socjolodzy. Powstają stowarzyszenia, organizacje zrzeszające homeschoolingowców, które organizują dla nich różnego rodzaju konferencje. W księgarniach pojawiła się fachowa literatura dotycząca edukacji domowej, podręczniki dla uczących rodziców. Jednym słowem... coś się ruszyło.


    Każdy kij ma dwa końce...

        Najczęściej wszelkie dyskusje przeradzają się w spory dotyczące tego, czy homeschooling pomaga dzieciom, czy jednak szkodzi. Zjawisko to ma zarówno zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników.

        Sami homeschoolersi twierdzą, że tej praktyki nie da się przecenić, bo w tym systemie edukacja staje się odpowiedzią na faktyczne, umiejętnie rozbudzane zainteresowania dziecka. To ona dopasowuje się do niego, do jego temperamentu. Rodzic może świadomie obserwować w jakim tempie jego "uczeń" przyswaja nowy materiał, jakie techniki nauczania preferuje. Każdy homeschoolingowiec ma swoje sprawdzone metody dotarcia do dziecka. Natalia Dueholm (publicystka specjalizująca się w organizacji i promocji edukacji domowej), w jednym ze swoich artykułów zauważa, że pretekstem do nauki bywa nawet zainteresowanie małego chłopca smokami. Można "opowiedzieć mu nie tylko o Smoku Wawelskim, ale o św. Jerzym, chińskiej kulturze, pokazać Chiny na globusie lub mapie. Można również mówić o krajach, które na flagach mają smoka (Butan)". Takich metod są tysiące - wszystko zależy od fantazji nauczyciela - rodzica.

        "Lekcja" niezwykle często przybiera formę spaceru, wizyty w muzeum, czy wspólnie oglądanego filmu - "szkoła" jest tu kompletnie bezstresowa. Podstawą jest nauczanie, które odbywa się mimochodem, bez zbędnych, narzuconych z góry szablonów. Poza tym, zwolennicy homeschoolingu nieustannie podkreślają, że na przeniesieniu szkoły do domu zyskują także rodzicielskie więzi - kontakt jest przecież nieporównywalnie częstszy i dużo bardziej intensywny. Ciekawe są również wyniki badań przeprowadzonych przez kanadyjski instytut Frasera. Okazuje się, że dzieci uczące się w domu osiągają lepsze wyniki w nauce w porównaniu z uczniami szkół publicznych i prywatnych.

        Nie wszystkich jednak takie argumenty przekonują. Pojawiają się kwestie, które wprowadzają pewien niepokój i poddają w wątpliwość nieskazitelność takich praktyk. Najczęściej wysuwanym zarzutem jest twierdzenie, że homeschooling wiąże się siłą rzeczy ze specyficzną izolacją - wprawdzie dziecko ma częstszy kontakt z rodzicem, ale z pewnością nie spędza tyle czasu z rówieśnikami, ile inne dzieci korzystające ze szkolnej ławki. Stąd obawa o niedostateczną socjalizację - wielu rodziców boi się, że pociechy trzymane w domu będą mieć w przyszłości większe problemy z pracą w grupie, z kontaktami z innymi ludźmi, być może będą mniej otwarte. Psychologowie dziecięcy wyrażają niepokój o to, czy będą one przystosowane do życia w społeczeństwie. Oczywiście homeschoolersi udowadniają, że edukacja domowa sprzyja rozwojowi potencjalnej aktywności dziecka, które częściej pojawia się na wszelkich zajęciach dodatkowych - sportowych czy artystycznych, gdzie spotyka się z rówieśnikami. Są także rodzice, którzy przekonują, że to dobrze, iż dziecko w pewnym wieku więcej czasu spędza z dorosłymi niż z kolegami ze szkoły.

        Niewątpliwie minusem edukacji domowej jest to, że w większości rodzin przynajmniej jedno z rodziców decyduje się na przerwanie pracy zawodowej, po to, by móc poświęcić odpowiednią ilość czasu i uwagi dziecku.


    Czy każdy może "zabawić się" w homeschooling?

        Najprostsza i najoczywistsza odpowiedź na to pytanie brzmi: Nie! Trzeba potrafić przede wszystkim rozmawiać z własnym dzieckiem, mieć nieprzeciętną cierpliwość nie tylko z powodu dziecięcych pytań z serii "Dlaczego?", ale również podobnej - tylko bardziej rozbudowanej serii pytań urzędników. Przede wszystkim jednak - trzeba mieć silną osobowość i dar przekonywania. Przydaje się podczas rozmów z dyrektorami szkół i oczekiwania na ich decyzję. To od nich bowiem zależy, czy nasze prośby zostaną wysłuchane. Każdy rodzic, który chciałby zapewnić swojemu dziecku edukację domową, musi udać się z podaniem do dyrektora szkoły. Tak naprawdę jest to jedyna osoba, która może wydać w tej sprawie decyzję, bo chociaż prawo polskie daje możliwość "spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą", to dyrektorzy placówek edukacyjnych reagują na ten zapis bardzo różnie. Faktem jest, że wielu z nich nie ma pojęcia o takiej możliwości. To oni określają warunki, do których muszą się dostosować rodziny homeschoolingowców.


    Cechy homeschoolingowca - pioniera:

    Odwaga
        Jeszcze do niedawna homeschoolingowcy trafiali za kraty więzienne, gdyż ich praktyki nie były zgodne z prawem.

    Odpowiedzialność
        Bierze wszak w swoje ręce edukację dziecka. Dodajmy także, że z jego życia znika szkoła, która w życiu codziennym "zwyczajnych" rodziców pełni funkcję kozła ofiarnego.

    Cierpliwość
        Wymaga jej samo dziecko, ale też zazwyczaj cierpliwy papier podaniowy.

        Najczęściej dzieci pobierające naukę w domu są zobowiązane pojawiać się co roku na egzaminach, które weryfikują ich dokonania edukacyjne, sprawdzają także zgodność zdobytej wiedzy z programem szkolnym. Na podstawie tych egzaminów dziecko otrzymuje świadectwo ukończenia szkoły, czy promocji do następnej klasy.


    Braki? Nic nie szkodzi!

        Mogłoby się wydawać, ze jedynie bardzo dobrze wykształceni rodzice są w stanie godnie pełnić rolę domowego nauczyciela. Bez obaw. Rodzic nie musi być chodzącą "alfą i omegą" w każdej dziedzinie.

        Domowi edukatorzy często współpracują z innymi homeschoolersami, którzy funkcjonują w ich okolicach - z reguły służą sobie nawzajem radą i pomocą (chociażby w nauczaniu przedmiotów, które nie są ich ulubionymi). Nie jest również tajemnicą, że rodzice korzystają z usług wynajętych nauczycieli - przychodzą oni do dziecka, by wytłumaczyć mu pewne zawiłości związane np. z całkowaniem. Pamiętajmy, ze rodzic nie musi być kompetentny w każdej dziedzinie. Umiejętność otwartego, świadomego oceniania swojej realnej wiedzy na dany temat jest zaletą, a nie wadą. Nie warto udawać wszystkowiedzącego - dziecko z pewnością na tym nie zyska. Badania pokazują, że taka forma nauki przynosi pozytywne rezultaty niezależnie od poziomu wykształcenia rodziców, ich przygotowania pedagogicznego, czy sytuacji finansowej.

        Edukacja domowa najczęściej jest praktykowana na etapie szkoły podstawowej i gimnazjum. Zdarzają się przypadki studiowania w trybie homeschoolingowym, lecz na to może sobie pozwolić niewielu. Na razie w Polsce możemy jeszcze na jakiś czas o tym zapomnieć.


    Ach, te stereotypy...

        Często homeschoolingowców utożsamia się z rodzinami bardzo religijnymi. Prawdą jest, że tych bywa najwięcej, ale uogólnianie w tym przypadku jest nie na miejscu. Pewne jest jedynie to, że są to rodziny osób świadomych, najczęściej mających jakąś określoną filozofię życiową. Z tym wiąże się także pewne niebezpieczeństwo bezwarunkowego narzucania dziecku swojego światopoglądu. Idealnie jest jeśli pociecha ma świadomość różnorodności i przygotowuje się do samodzielnego i świadomego określenia się.

        Trudno stwierdzić, czy homeschooling jest idealną receptą na szkolne bolączki, ale z pewnością jest to jedna z poważnych alternatyw dla tradycyjnego nauczania. To rozwiązanie bardzo indywidualne - trudno z góry założyć sukces we wszystkich przypadkach, ale nie zmienia to faktu, że warto obserwować jak homeschooling przyjmuje się w Polsce.

    Wszystkich zainteresowanych problematyką odsyłam do książki dra Marka Budajczaka "Edukacja domowa" oraz zachęcam do zajrzenia na strony internetowe: www.edukacja.domowa.pl i www.edukacjadomowa.piasta.pl




    Ewa Friedel

    Tekst pojawił się w serwisie Edukacja w Polsce, listopad 2006.
    Umieszczamy za zgodą Redakcji. (p. Karolina Lewandowska).




  • skocz do góry