wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia i Matthew Dueholm

    „Reprezentujemy rodziców home schoolingujących”

    - druga rozmowa z Krzysztofem Klicka


    Pierwsza rozmowa z Krzysztofem Klicka i nota o nim | tutaj >>>



    Czym konkretnie zajmuje się Pana organizacja i ile liczy osób?
        - Mamy obecnie ośmiu adwokatów pracujących w pełnym wymiarze czasu, a także sieć adwokatów we wszystkich stanach. Reprezentujemy rodziców home schoolingujących w sądzie oraz udzielamy porad prawnych. Często pracujemy z rodzicami dając im porady prawne dotyczących przepisów, które ich chronią. Jest to swojego rodzaju praca prewencyjna.

    Na podstawie jakich przepisów bronicie takich rodziców?
        - Używamy kilku precedensów, w zależności od sprawy. Często jeden z 1925 r. (Pierce v Society of Sisters), który w decyzji Sądu Najwyższego orzekł, że prawo zmuszające rodziców do posyłania swoich dzieci do szkół publicznych jest niezgodne z konstytucją. Drugi precedens z 1972 r. (Wisconsin v Yoder) dotyczy prawa rodziców (chodziło o menonitów) do nauczania domowego dzieci od 14 lat z powodów religijnych. Na podstawie tych dwóch decyzji Sądu Najwyższego możemy na przykład przekonać, że szkoła domowa jest formą szkoły prywatnej.

    Czy może Pan krótko przedstawić historię ruchu edukacji domowej w USA?
        - Przez pierwsze 100 lat istnienia Stanów Zjednoczonych edukacja domowag była głównym sposobem nauczania. Jeśli chodzi o bardziej współczesną historię, to w latach 70-tych atmosfera była bardzo wroga temu ruchowi. Rodzice uczący w domu byli oskarżani o uchylanie się od obowiązku posyłania dzieci do szkół, często szli do więzienia, tracili prawo do wychowania dzieci. To były ciężkie czasy (mniej więcej do 1983 r.) i ruch był wtedy słabo zorganizowany. W latach 80-tych wywalczyliśmy sobie prawo do istnienia, potem w 90-tych wywalczyliśmy rozluźnienie pod względem regulacji.

    Jak wygląda sytuacja obecnie?
        - Teraz ruch jest świetnie zorganizowany. Pracujemy nad tym żeby nie stracić tego, co wywalczyliśmy. Niestety jest wciąż wielu nadgorliwych inspektorów edukacyjnych, wścibskich pracowników socjalnych, którzy nadużywają prawa. Sąsiedzi potrafią donosić albo nawet dziadkowie dzieci, które uczą się w domu. Dlatego staramy się, żeby rodzice byli poinformowani, co mają zrobić, jak ktoś taki zapuka do ich drzwi. Najlepiej nie wpuszczać.
        Obecnie w około 20-tu stanach wymagane są pewne regulacje dotyczące rodziców nauczających w domu.

    Czy walczycie przeciw tym regulacjom?
        - To coś, z czym da się żyć. Jednak staramy się walczyć o usunięcie takich regulacji w stanach, gdzie rząd stanowy jest przychylny rodzicom nauczającym w domu. Chodzi o stany, gdzie urzędnicy wierzą i wiedzą, że dzieci tam się naprawdę uczą.
        Jak urzędnicy zaczynają zbierać jakieś papiery, dokumenty, to zawsze je pomieszają i pogubią. Lepiej jest więc żeby w ogóle nic nie mieli.

    Na pewno organizacje nauczycieli i szkoły publiczne też są do tego wrogo nastawione...     - Tak, w przypadku szkół chodzi o pieniądze - strasznie dużo ich tracą, jak dzieci odpływają ze szkół publicznych. Czasem sympatyczni i uczciwi dyrektorzy szkół powiedzą, że w momencie, gdy wiele dzieci z jego szkoły jest nauczanych w domu, szkoły tracą dobrych krytyków - rodziców, których obchodzi, co się dzieje w szkołach. Chodzi najczęściej o mamy, które potrafią przyjść do dyrektora i powiedzieć co im się nie podoba. Mądry dyrektor ceni sobie takie mamy, czy takich rodziców.

    Jaki stan w USA jest rajem dla rodziców chcących nauczać własne dzieci w domu?
        - Na przykład Illinois, gdzie jest to uznane za formę szkoły prywatnej. Nie ma praktycznie żadnych regulacji z wyjątkiej tej, że taka nauka ma się odbywać po angielsku i dotyczyć mniej więcej programu szkolnego. Nie ma żadnych zezwoleń, certyfikatów, kontroli, rodzice nawet nie muszą zgłaszać szkołom, że sami uczą swoje dzieci.

    Bardzo dziękuję za rozmowę.
        - Ja też dziękuję.




    Rozmawiali Natalia i Matthew Dueholm
    Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!”, nr 24 (682) z dn. 14 czerwca 2003 r.



  • skocz do góry