wróć
  • do "artykuły" >
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • K. Kunikowski - Z miłości do podróży MAMA Z SYNEM JEŻDŻĄ PO ŚWIECIE I UCZĄ SIĘ

    Ksawery Kunikowski

    Z miłości do podróży...


    Anna Janicka-Galant z Łodzi i jej 14-letni syn Przemek kochają podróże. Podporządkowali im całe swoje życie. Mama nastolatka zdecydowała nawet, że chłopak będzie się uczył indywidualnie, poza szkołą, by mieć więcej czasu na podróże...


    Nauka w drodze?

        - Mama Przemka wystąpiła do nas w ubiegłym roku o spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą - informuje Bogdan Wojakowski, dyrektor z Kuratorium Oświaty w Łodzi. - Jako powód podała częste podróże, jakie odbywa z synem. To pierwszy tego typu przypadek. Kuratorium, jak twierdzi dyrektor, wyraziło zgodę. - Chłopak musi zdawać egzaminy z przedmiotów w każdym semestrze - mówi. - Na razie nie ma z tym żadnych problemów.
        - To dla nas idealne rozwiązanie - wyznaje mama Przemka. - Kilka razy w roku wyjeżdżamy, codzienne uczęszczanie do szkoły odpada. Pomyślałam więc o nauce w domu. Angielskiego uczy Przemka nasza znajoma, w przedmiotach humanistycznych czuję się na siłach, żeby go uczyć sama, bo ukończyłam wydział pracowników socjalnych. Teraz jesteśmy na etapie poszukiwań jakiegoś fizyka i matematyka. Zdaniem pani Ani nauka w domu to oszczędność czasu, a poza tym możliwość lepszego kształcenia w dziedzinach, które są bliskie dziecku.
        - Na dojazdy i powroty traci się dziennie kilka godzin - mówi. - W domu nie ma tego problemu. Przemek uwielbia historię, więc automatycznie kładziemy większy nacisk na ten przedmiot i już w tej chwili ma dużo większą wiedzę od kolegów. Podczas podróży na żywo ogląda zabytki i poznaje kulturę oraz obyczaje innych narodów.
        Nietypowe lekcje chwali sobie też nastolatek: - Zajęcia w domu czy podróży są mało stresujące - mówi. - Jak coś mnie zainteresuje zgłębiamy to dokładnie.


    Podróż za jeden uśmiech

        Jeszcze w czerwcu wybierają się w podróż do Transylwanii, Grecji, na Kretę i do Turcji.
    - Planujemy, że w drodze spędzimy jakieś 2-3 miesiące - mówią. - Weźmiemy ze sobą 250 euro, które musi nam wystarczyć. Liczymy, że uda nam się jeszcze coś dorobić podczas zbiorów owoców. Chcielibyśmy, żeby wystarczyło na zakup notebooka, który rozwiązałby nam problem nauki w drodze.
        W ubiegłym roku podróżnicy z podobną suma wybrali się na zwiedzanie Włoch i wrócili z nią z powrotem.
        - Planowaliśmy, że podróż do Italii potrwa 3 tygodnie, a w sumie jeździliśmy 2 miesiące - wspomina pani Anna. - Podróżowaliśmy autostopem. Wiele osób oferowało nam bezinteresowną pomoc. Dostawaliśmy pieniądze i jedzenie.


    Łodzianie w niecodzienny sposób zarabiali...

        - W Rzymie na Piazza Navona sprzedawałem kryształy górskie przywiezione z Polski - opowiada nastolatek. - Jeden kryształ za jedno euro. Wzbudziłem ogromną życzliwość. Ludzie dawali mi za kamienie więcej niż wynosiła cena.
        - Spotykaliśmy na swojej drodze wyjątkowo przyjaznych ludzi - mówi. - Jeden z Włochów oddał nam do dyspozycji własne mieszkanie, a sam poszedł nocować u swojej mamy. Szczególnie ciepło przyjmowano nas na południu Italii, gdzie w małych miejscowościach ludzie przychodzili do naszego namiotu kilka razy dziennie przynosząc jakieś produkty spożywcze. Przy okazji nieźle nauczyliśmy się włoskiego.




    Tekst: Ksawery Kunikowski, Łódź, „Express”, 4 lipca 2005, s. 21
    Zdjęcia: Anna Janicka-Galant
    Publikujemy za zgodą autorów

    Wywiad z Anną Janicką-Galant i więcej zdjęć z jej podróży z synem | tutaj >>>
    Drugi wywiad z p. Anną | tutaj >>>
    Wywiad z Przemkiem | tutaj >>>




  • skocz do góry