wróć
  • do "artykuły" >
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Małgorzata Machała

    Dlaczego nie szkoła?


        O tym, że system szkolnictwa państwowego jest nieefektywny i niewydolny, wie każdy rodzic i wiedzą nauczyciele. Zdajemy sobie sprawę z tego, że szkoła nie zapewnia bezpieczeństwa, rozwoju indywidualnych zdolności dzieci, że wypuszcza w świat przeciętniaków, którzy w żadnej dziedzinie nie są wybitni, ale we wszystkich średni… Ale co na to można poradzić? Jestem mamą czwórki dzieci, z których najstarsza córka rozpoczęła edukację w pierwszej klasie. Przyjęłam za rzecz oczywistą, że dziecko musi uczyć się w szkole i nawet wierzyłam, że uda się je uchronić przed zagrożeniami nowego środowiska. Szybko jednak okazało się, że córka jest zestresowana, cierpi na ciągłe bóle brzucha, traci naturalną pewność siebie i przejmuje niektóre negatywne zachowania od rówieśników.

        Szczęśliwym trafem w tym właśnie roku dowiedzieliśmy się z mężem o rodzinach, które uczą swoje dzieci w domu i z coraz większym zainteresowaniem zaczęliśmy poszukiwać informacji na ten temat. W maju tego roku wzięliśmy udział w spotkaniu rodzin, które edukują domowo swoje dzieci bądź chcą to robić. Dowiedzieliśmy się tam, że prawo polskie zezwala na taką formę edukacji, a jedynym wymogiem jest ustalenie z dyrektorem szkoły, w której dziecko jest zapisane, warunków, na jakich będzie realizowany obowiązek szkolny (czy i kiedy będą odbywały się konsultacje z nauczycielem i egzaminy końcowe). Idea edukacji domowej (homeschoolingu) bardzo przypadła nam do serca, gdyż nie jesteśmy zadowoleni z założeń i funkcjonowania systemu szkolnego, w którym:

    1. Dziecko ma za zadanie sprawnie odtwarzać informacje podawane przez nauczyciela (wiedza ilościowa);

    2. Praca w szkole oparta jest na podziale na lekcje i przerwy. Przedmioty nauczane na kolejnych lekcjach nie mają związku ani ze sobą nawzajem, ani z praktycznym życiem. W szkole właściwą władzę sprawuje „dzwonek” - on sprawia, że dzieci są w stanie przerwać najbardziej interesujące zajęcia w imię doświadczenia chwili niezmąconej wolności na korytarzu szkolnym. To wypacza charakter dzieci, które zamiast uczyć się wytrwałości w pracy, uczą się jak od niej uciekać.

    3. Dzieci są zmuszane do tego, by w tym samym czasie przyswoić ten sam materiał niezależnie od ich możliwości. Dodatkowo stresowane są oceną. Skutkiem tego dzieci uczą się dla ocen, a nie dla siebie.

        Oparty na wadliwych założeniach system szkolny powoduje często u dzieci nerwice, gdyż za wcześnie stawia im się zbyt duże wymagania. Dla pierwszoklasisty siedzenie w ławce 45 min. to tortura i gwałt na jego naturalnych możliwościach i skłonnościach.

        Najważniejszą jednak dla mnie sprawą jest to, że szkoła nie jest w stanie wychować mojego dziecka. To rodzic powinien być autorytetem, który przekaże swoim dzieciom światopogląd i wartości, w których chce, by trwały. Edukacja domowa w najlepszy sposób daje taką możliwość. Rodzicowi najbardziej zależy na wypuszczeniu w świat osoby ukształtowanej moralnie, przygotowanej do samodzielnego i dojrzałego funkcjonowania w społeczeństwie oraz inteligentnej, która wie, gdzie szukać informacji i jak je praktycznie wykorzystywać. Nauczanie domowe daje okazję do rozwijania pasji i zainteresowań dziecka, co sprawia, że specjalizuje się ono w tym, co lubi i umie robić najlepiej.

        Spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą pozwala, by dziecko wzrastało i uczyło się w przyjaznych mu warunkach, otoczone miłością i troską rodziców, w odpowiednim dla jego rozwoju tempie i w dostosowany do niego sposób (literatura, podróże, eksperymenty czy podręczniki).

        Podałam tylko kilka faktów, które różnią edukację domową od nauczania szkolnego. Prawdą jest, że jesteśmy skutecznie zniewalani przez różnego rodzaju systemy (między innymi państwowy szkolny), które dbają o to, byśmy jako obywatele i rodzice składali odpowiedzialność za sprawy najważniejsze w obce ręce. Prawdą jest jednak to, że nikt i nic nie zadba tak dobrze o dzieci, jak świadomi i odpowiedzialni rodzice, którymi i my chcemy być.




    Małgorzata Machała

    Artykuł ukazał się w nr. 5 (22 maja 2006 r.) pisma „idź POD PRĄD”.
    Publikujemy za zgodą Autorki i Redakcji pisma.




  • skocz do góry