wróć
  • do "artykuły"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Eliza Sarnacka-Mahoney

    Homeschooling to jest to?



        Jak doniósł ostatni raport amerykańskiego Departamentu Edukacji, już blisko 2 procent amerykańskich uczniów uczy się we własnym domu w systemie homeschooling. Z roku na rok wzrasta liczba rodziców, którzy decydują się przejąć całkowitą kontrolę nad edukacją swoich dzieci - w roku 2000 była to grupa blisko miliona osób. Według rzeczniczki Departamentu Edukacji Rod Paige, do podjęcia takiej decyzji przyczynia się z jednej strony rozwój technologii i Internetu, a z drugiej - zły, zdaniem rodziców, poziom szkoły publicznej.

    Harvey Dunn, The Prairie is My Garden     Z sondażu, który poprzedził wspomniany raport, wynika że przeciętny uczeń edukowany w domu zazwyczaj ma rodzeństwo, które także uczy się domu. Żyje w pełnej rodzinie (jego wychowaniem zajmują się oboje rodzice), przy czym najczęściej jedno z nich nie pracuje, przejmując pałeczkę domowego nauczyciela. Jeżeli rodzice pracują, lekcji udzielają inni członkowie bliskiej rodziny i tylko w nielicznych wypadkach - sąsiedzi bądź opłacani, tradycyjni „guwernerzy”.

        Większość rodziców-nauczycieli ma wyższe wykształcenie, choć z racji „życia z jednej pensji” ich status materialny jest mniej więcej taki sam, jak przeciętnej rodziny wysyłającej swoje dziecko do tradycyjnej szkoły. Coraz częściej wśród homeschoolerów spotyka się jednak i rodziny bardzo ubogie, o dochodach poniżej 25 tysięcy dolarów rocznie. Są to na przykład samotne matki lub samotni ojcowie, którzy pracują tylko na pół etatu, by drugie pół poświęcić na domową szkołę dla dziecka.

        Amerykańscy rodzice, którzy są zwolennikami tej zyskującej na popularności tendencji, zgodnie przyznają: homeschooling oferuje ich dzieciom o wiele lepszą edukację od tego, czego młodzi Amerykanie mogą się nauczyć we współczesnej amerykańskiej szkole. Nie bez znaczenia jest także możliwość sprawowania nad uczącym się w domu dzieckiem szerszej kontroli, szczególnie jeżeli chodzi o jego kontakt z używkami. „Jeżeli dziecko chodzi do typowej wieloetnicznej szkoły w inner city (centrum dużego miasta), to prawdopodobne jest, że jeszcze przed ukończeniem 10 roku życia zetknie się z papierosami i narkotykami. Niekoniecznie musi się nimi zainteresować, ale taki kontakt nastąpi” - powiedziała niedawno w wywiadzie dla stacji NPR (publicznego radia) jedna z matek kształcących swoje dzieci w domu. Taką opinię mają też sami nauczyciele, a nawet i uczniowie szkół publicznych.

        Kolejną przyczyną kształcenia dzieci w domu są przekonania religijne ich rodziców. Na przykład, przeciwnicy teorii ewolucji mogą pominąć te rozdziały historii i biologii, które nawiązują do teorii Darwina, podobnie jak muzułmanie czy buddyści nie muszą „zaśmiecać” umysłu dziecka informacjami o życiu i działalności Chrystusa.

        Bez wątpienia jednak homeschooling nie zyskiwałby tak bardzo na popularności, gdyby nie to, że prawa stanowe zezwalają - i to w coraz większym stopniu - by dzieci edukowane w domu miały jednocześnie dostęp do zajęć w tradycyjnych szkołach. W ubiegłym roku jedna piąta takich uczniów uczęszczała do tradycyjnej szkoły na wybrane przedmioty. Ogólnie ponad 10 procent twierdzi, że regularnie korzysta ze szkolnych materiałów, bibliotek oraz laboratoriów. Jednocześnie prawie 10 procent uczyło się według podobnego programu, jak ich rówieśnicy w szkolnych ławkach i tylko 6 procent realizowało programy zdecydowanie autorskie, wychodzące daleko poza przyjęte normy edukacyjne dla swojego wieku.

        To, w jaki sposób można kształcić dziecko w domu, zależy od rozporządzeń wydawanych na szczeblach stanowych, a następnie gminnych. Niektóre dzieci nauczane w domu są zobowiązane przystępować do testów co pół roku, za pomocą których kuratorzy sprawdzają ich postępy, wiedzę i umiejętności pod kątem wymagań stawianych uczniom ze szkół tradycyjnych. W 90 procentach dzieci nauczane w domu przerabiają jednak więcej materiału, są bardziej zdyscyplinowane i łatwiej dostają się na studia. „- Jakkolwiek chciałoby się pokroić nasz narodowy amerykański placek, dzieci edukowane w domu zawsze się wyróżnią na korzyść” - twierdzi Mark Hegener, wydawca periodyku poradnikowego „Home Education Magazine” (Magazyn edukacji domowej). Czy idee homeschoolingu staną się kolejnym intratnym towarem eksportowym USA?


    Eliza Sarnacka-Mahoney
    Artykuł ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” w 2001 r.

    Zamieszczamy za zgodą Autorki.

    Ilustracja: Harvey Dunn, The Prairie is My Garden




  • skocz do góry