wróć
  • do "porady" >
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Aneta Matyjaszek

    Refleksje z doswiadczenia - nauka pisania i czytania


        Niniejszy tekst nie jest tekstem naukowym. Zawarłam w nim swoje obserwacje matki
    i trochę teorii.

        Według mnie, trudno określić konkretny moment, kiedy można zacząć uczyć małe dziecko czytać czy pisać. Nauka tych umiejętności nie zaczyna się, kiedy maluch zna, odwzorowuje i odczytuje poszczególne literki oraz składa z nich wyrazy.
    Jest to efekt, do którego dziecko dąży. Jednak droga do niego jest długa.

        Na podstawie wiedzy, jaką posiadam i moich doświadczeń „domowych”, mogę stwierdzić, że w tym procesie powinno zaistnieć kilka etapów:

    1. Oswajanie się. Niemowlę, które potrafi już utrzymać przedmioty w rączce, będzie też brało książeczki. Rolą rodziców/opiekunów jest wybór takich, które mają kolorowe ilustracje (w żywych, intensywnych barwach), twarde, tekturowe karty (zapobiegają szybkiemu zniszczeniu) oraz wkładanie ich do rączek dziecka, aby oswajało się z przedmiotem. Nie bez znaczenia jest też sposób podawania - nie do góry nogami! (Pamiętam, jak kilka razy ze zdziwieniem obserwowałam, jak moja dwuletnia córka konsekwentnie obracała książeczkę podaną jej do góry nogami. Tak, jakby umiała już czytać!).

    2. Dziecku, które potrafi się już na chwilę skoncentrować można opowiadać o tym, co przedstawiają ilustracje. Niewątpliwą korzyścią jest tu nie tylko intelektualny rozwój malca, ale też emocjonalny. Taki czas, kiedy mama/tata trzymają na kolanach i opowiadają ciekawe historie, to także czas budowania bliskiej relacji. Oczywiście ważne jest, by opowiadać w sposób ekspresyjny modulując odpowiednio głos, wyraźnie wypowiadając poszczególne słowa. Chodzi o to, by dziecko mogło odczytać emocje zawarte w opowiadaniu. Nie ma sensu zmuszanie dziecka do słuchania i bawienia się książeczką. Należy raczej wykorzystywać tzw. „okazje” („wrażliwe fazy”), kiedy malec sam jest nią zainteresowany. Mówiąc inaczej: zachęcać, ale nie zmuszać.
    Kiedy dziecko jest starsze, można dawać mu „prawdziwe” książki z miękkimi kartkami (mogą to być też niepotrzebne gazety). Trzeba jednak pamiętać, że mogą być zniszczone przez niewprawione jeszcze rączki, co nie wyklucza tego, by zwracać uwagę i tłumaczyć małemu czytelnikowi, że nie można niszczyć i trzeba ostrożnie odwracać kartki.

    3. Kolejnym etapem jest czytanie dziecku wskazując jednocześnie palcem wyrazy
    i sylaby.

    Dziecko 3-4 letnie może już słuchać książek z taśm lub płyt (np. w formie słuchowisk, które jednocześnie wzbogacają wyobraźnię dziecka). W tym okresie najlepiej sprawdzają się rymowane wiersze J. Brzechwy.

    4. Z tym, co napisałam powyżej łączy się też etap, w którym dziecko może podejmować próby „doświadczania” liter, wyrazów, tekstu wielozmysłowo: za pomocą słuchu (wspomniane już słuchowiska, ale też słuchanie opowieści mamy/taty itp.), dotyku i wzroku. Sytuacje, w których można ćwiczyć te umiejętności są właściwie niezliczone, np.: pisanie na piasku na plaży (dorosły rysuje jakąś literę/wyraz, a dziecko to odwzorowuje lub wodzi palcem po tym, co napisał dorosły), na zaparowanym lustrze w łazience, na rozsypanej na stole kuchennym mące,cukrze, soli itp.). Można wyciąć litery np. z papieru ściernego i następnie nakleić je na tekturkę. Dziecko, wodząc palcem po szorstkich literach, zapamiętuje ich kształt, ćwiczy też ruch potrzebny do pisania. Tego rodzaju ćwiczeń jest naprawdę wiele (począwszy od tradycyjnych szlaczków aż do liter, wyrazów pisanych na kartce papieru). Dużo zależy od inwencji twórczej rodziców i ich tolerancji dla chwilowego bałaganu (rozsypana mąka!).

        Proces, który opisałam powyżej jest przygotowaniem do czytania i pisania. Chodzi w nim głównie o to, aby dziecko samo chętnie zaczęło ćwiczyć te czynności (nauka poprzez zabawę). Kluczem do sukcesu (czyli do opanowania tych czynności) jest wykorzystywanie momentu „polaryzacji uwagi” (termin M. Montessori), który charakteryzuje się wytrwałością w wykonywaniu jakiejś czynności, radością z pracy, zaangażowaniem i własną inicjatywą dziecka, które samo chce się uczyć.
    Takie szczególne chwile w edukacji malca można dostrzec obserwując je. Jeśli nie przejawia żadnego zainteresowania książeczkami i tym, co się z nimi wiąże - marne będą efekty. Natomiast jeśli dziecko samo wykazuje chęć tego rodzaju zabawy (czyt. 'pracy'), to byłoby ogromną stratą zaprzepaszczenie tej możliwości nauki. Często zdarza się, że kiedy my-rodzice mamy wreszcie chwilę, żeby pouczyć naszą pociechę czytania i pisania, ona już (albo jeszcze) nie jest tym zainteresowana.

        Na koniec podkreślę myśl, która wydaje mi się istotna ( i jako matce i jako nauczycielce): naszym zadaniem jest towarzyszyć dziecku w procesie uczenia i być dla niego przewodnikiem po świecie. W tym stwierdzeniu wyrażone jest też głębokie przekonanie, że w każdym dziecku tkwi pragnienie poznawania, uczenia się świata. Zadaniem nas - dorosłych jest je podsycać i (czasami) ukierunkować.




    Aneta Matyjaszek



  • skocz do góry