wróć
  • do "artykuły" >
  • do "inspiracje"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Poniżej prezentujemy trzy teksty nadesłane przez Panią Katarzynę Meyer z Kilonii (Niemcy):
  • „Towarzyszyć dziecku bez poleceń” | skocz >>>
  • „Montessori dzisiaj” | skocz >>>
  • „Zaufać życiu” | skocz >>>


  • Pani Kasia znajduje się na naszej liście przyjaciół edukacji domowej | tutaj >>>




    Katarzyna Meyer

    Towarzyszyć dziecku bez poleceń


    „Obecność kochającego dorosłego jest dla dziecka jak słońce na niebie. Jeśli odchodzimy od niego, jest tak, jak gdyby jego słońce schowało się za ciemną chmurą.” [Rebeca Wild]


        Spontaniczna aktywność dziecka od chwili narodzin jest działalnością badacza, eksperymentatora, konstruktora, aktora, malarza i cyrkowca w jednej osobie.

        Towarzyszący mu dorosły jest dziecku potrzebny jako asystent, którego zadaniem jest jak najlepsze przygotowanie warsztatu pracy i przychylna obecność przy zbieraniu doświadczeń. Odpowiednie do tematu pracy narzędzia i surowce powinny znaleźć się w zasięgu ręki i wzroku, tak jak i dorosły zapobiegający grożącym katastrofom i potwierdzający obserwacje: „tak, widzę, jak się cieszysz; aha, chcesz kroić ziemniaki; widzę, że nie masz ochoty się ubierać”.

        Rebeca Wild, żyjąca współcześnie niemiecka nauczycielka i pedagog, założyła przed prawie 30 laty wraz z mężem, Mauricio Wild, szkołę opartą konsekwentnie na zasadzie spontanicznej działalności dziecka. Na jej terenie mogą uczniowie się swobodnie poruszać, mówić, śmiać i płakać. Nie ma formalnego podziału na klasy, przedmioty, godziny lekcyjne, nie ma ocen, odpytywania czy klasówek. Każde dziecko samo decyduje, czym, jak długo i z kim się zajmuje. Tradycyjne materiały Marii Montessori, różne inne gry i zabawy edukacyjne, prawdziwa drukarnia, warsztat stolarski, ogród warzywny, mały las ze strumieniem oraz wiele materiałów naturalnych stoją do dyspozycji dzieci. Te możliwości są uzupełniane ofertami do pracy w grupach nad zmieniającymi się tematami, środowymi wycieczkami w okoliczną naturę i dla dzieci od 10 roku życia co miesięczne trzydniowe praktyki w zakładach pracy. Pierwsi absolwenci tej placówki są już dorośli i sami zostali rodzicami.

        Swoją pedagogiczną „metodę” nazywa Rebeca Wild bezpoleceniowym towarzyszeniem dziecku. Jej podstawym założeniem jest potrzeba bliskiego kontaktu między dzieckiem i dorosłym w celu rozwinięcia intensywnego i autentycznego związku na partnerskich zasadach i jednoczesna całkowita rezygnacja z interwecji w aktywność dziecka na rzecz bycia mu przychylnym świadkiem.

        Aby przeżyć, konieczne jest dla każdego dziecka zaspokojenie jego podstawowych potrzeb, jak potrzeba jedzenia i picia. Za równie ważną uważa Rebeca Wild potrzebę spokojnej uwagi dorosłego, przychylnego zainteresowania dzieckiem, jego samopoczuciem, chęć zrozumienia jego sytuacji życiowej. Jeśli nie zostaje ona zaspokojona, dziecko jest gotowe walczyć o jej zaspokojenie na wiele sposobów, aż do zrezygnowania z wielu innych pragnień. Poprzez długotrwałe doświadczenie „ bycia widzianym z zainteresowaniem” rośnie w dziecku zdolność do samorefleksji i jego stopniowe zrozumienie świata na zewnątrz.

        Dla większości z nas dorosłych, którzy często jeszcze sami jesteśmy głodni tego doświadczenia z naszego dzieciństwa, stanowi to duże wyzwanie, być tak bardzo obecnym przy dziecku i jednocześnie zdecydowanie hamować nasze próby dyrygowania nim. Całe szczęście, że dzieci czują zarówno nasze trudności, jak i naszą gotowość do nauki. W ten sposób jest możliwe zbieranie doświadczeń we wspólnych sytuacjach życiowych i wzajemne uczenie się szacunku dla drugiego.

        Rebeka Wild opisuje swoje długoletnie doświadczenia w „towarzyszeniu dzieciom bez poleceń” w kilku książkach wydanych w języku niemieckim, angielskim i hiszpańskim. Nie zostały one do tej pory przetłumaczone na język polski.

    „We wszystkim, czego nauczamy dziecko, przeszkadzamy mu być samemu odkrywcą.”
     [Jean Piaget]


    Katarzyna Meyer, sierpień 2005



  • skocz do góry






  • Katarzyna Meyer

    Montessori dzisiaj


    „Nie wolno dowolnej pracy dziecku zaproponować, na tym właśnie polega ta metoda. Musimy znaleźć to, do czego jednostka w swoich najskrytszych pragnieniach dąży, do czego się wspina. Tutaj mamy pracę, która porządkuje osobowość.” [Maria Montessori]


        Maria Montessori nazwała przedszkola i szkoły przez siebie utworzone „domem dziecka”. Opracowała dla nich m.in. szereg pomocy naukowych. W literaturze są one często nazywane materiałami dydaktycznymi, ale ich autorka mówi o nich jako o materiale rozwojowym, „dla ręki dziecka”.

        Stworzyła je dla dzieci z ubogich włoskich rodzin z początku dwudziestego wieku. W ich rodzinach nie było zabawek ani książek, dzieci pracowały fizycznie lub opiekowały się młodszym rodzeństwem.

        Jakie potrzeby mają nasze dzieci w miastach dwudziestego pierwszego wieku? Czego pragną, gdy w tajemnicy przed nauczycielem moczą papier toaletowy i sklejają go w kulki, aby je rzucać przez okno? I jaką potrzebę ma dziecko uciszane przez wychowawczynię, bo jako groźny tygrys za głośno ryczy?

        „Szkoła dziecka” nie może ograniczyć się do zainteresowania potrzebami dziecka w zakresie rozwoju umysłowego. Jeśli dziecko jest głodne nie ignorujemy jego potrzeby jedzenia. Równie wielkie znaczenie mają potrzeba ruchu, wyrażenia się w rozmowie lub śmiechu, jak i wzięcia na kolana. Nawet, jeśli pani Montessori niewiele o takiej działalności dziecka wspominała, myślę, że obserwując współczesne dzieci i warunki, w jakich żyją, byłaby równie zapamiętałą adwokatką ich dążeń. Jeśli szanujemy pragnienie dziecka do badania roślin czy zwierząt, powinniśmy równie poważnie obchodzić się z pragnieniem zabawy w błotnistej kałuży i skakania z murka.

    „Pracą dziecka jest zabawa.”
     [Maria Montessori]


    Katarzyna Meyer, sierpień 2005



  • skocz do góry






  • Katarzyna Meyer

    Zaufać życiu


    „Podstawą naszej pracy jest zrozumienie, że dzieci nie są w żadnym wypadku mniej zdolnymi organizmami niż rośliny, i że tak jak i one, przynoszą ze sobą swój własny program rozwojowy, który spełnia się w swoim czasie poprzez współdziałanie z odpowiednim otoczeniem.” [Rebeca Wild]


        W ciągu pierwszych siedmiu lat życia przeciętne dziecko uczy się poruszać się, raczkować, siedzieć, chodzić, biegać, wspinać się, skakać i jeździć rowerem, mówić ojczystym językiem, czasami nawet dwoma, malować, śpiewać, przyrządzać proste jedzenie, wymyślać historie, budować konstrukcje z klocków lub piasku, czasami pływać, pisać i czytać, a także liczyć.

        Co skłania je do tego? W jaki sposób uczy się bez szkoły, nauczyciela, planu nauczania, ocen i godzin lekcyjnych? Maria Montessori pisała, że dziecko wchłania w siebie świat. Jest jego ciekawe, głodne doświadczeń, obserwuje innych, naśladuje je, wypróbowuje wszystko, czego dosięgnie, wymyśla nowe sposoby obchodzenia się z rzeczami i z własnym ciałem. Działa na zasadzie prób i błędów.

        Tak jak nie potrzebujemy być zmuszani do jedzenia, tak samo nie potrzebujemy przymusu do nauki. Każdy człowiek przychodzi na świat z naturalną potrzebą jedzenia i uczenia się. Nasze potrzeby nie są jednak jednakowe. Nie jest nam obojętne, co jemy, z kim i o jakiej porze. Aby jeść z apetytem i nie mieć trudności z trawieniem musimy mieć odpowiednie warunki. Tak samo jest z pożywieniem umysłu. Każde dziecko ma inne zainteresowania, inne tempo nauki, inny sposób przyswajania, potrzebuje innych warunków, aby nie stracić apetytu.

        Czy ktokolwiek zmuszał Szopena do zajmowania się wyższą matematyką? Czy pytamy Einsteina, jak dobry był z wychowania fizycznego? Czy dobry stolarz jest oceniany po tym, jakie stopnie miał w pisaniu wypracowań o romantykach? Co by się stało, gdybyśmy podeszli również do naszych dzieci w ten sposób? Zamiast stawiać wszystkim dzieciom te same wymagania i być zawiedzionym, gdy nie mają zapału w ich spełnianiu, dajmy im warunki do rozwoju tego, co je interesuje. Jeśli przestaniemy zmuszać ryby do latania i ptaki do biegania, będziemy mogli odkryć u naszego dziecka prawdziwy talent do nauki.

        Tego typu podejście nie jest możliwe w typowej klasie szkolnej. Trzydzieścioro dzieci z najróżniejszymi zainteresowaniami nie może ich jednocześnie w jednym pokoju, według planu szkolnego i z tym samym nauczycielem rozwijać. Naprawdę indywidualne możliwości rozwoju bez hamowania jednych i popędzania innych otwierają się dopiero, gdy budynek szkolny będzie otwarty do dyspozycji każdego dziecka i podzielony na pomieszczenia do ustalonych zajęć. Również nauczyciel nie musi się trzydziestoma osobami w tym samym czasie zajmować, jeśli pomieszczenia zostaną wyposażone w materiały i przybory do samodzielnej i indywidualnej pracy ucznia. Wtedy nauczyciel będzie miał nareszcie możliwość poświęcenia swojej uwagi jednemu dziecku przez kilkanaście minut.

        Jeśli naukę nie zawęzimy tylko do czytania, pisania i liczenia, lecz potraktujemy naprawdę na równi z bieganiem, pływaniem, sztukami cyrkowymi, stolarstwem, szyciem, gotowaniem, malowaniem, śpiewaniem, budowaniem konstrukcji z klocków lego, eksperymentami fizycznymi i chemicznymi i wszystkim tym, czym się dzieci interesują i z radością robią cały dzień, i jeśli nie przeszkodzimy im stwierdzając #8222;jesteś za mały na te zajęcia, albo za duży, aby to robić#8221; będziemy świadkiem wielu wspaniałych chwil w uczeniu się. Bo wszyscy są ciekawi świata, ale każdy na swój sposób.

    „Istotne jest, aby dziecko możliwie wiele rzeczy samo odkryło. Jeśli pomagamy mu przy rozwiązaniu wszystkich zadań, odbieramy mu właśnie to, co jest dla jego rozwoju najważniejsze. Dziecko, które poprzez samodzielne eksperymenty coś osiągnęło, posiada całkowicie inną wiedzę od tego, któremu zostało podane gotowe rozwiązanie.”
     [Emmi Pikler]


    Katarzyna Meyer, sierpień 2005



  • skocz do góry





  • Inne teksty Pani Katarzyny na edukacjadomowa.piasta.pl:
  • „Uczyć się? Chętnie!” | tutaj >>>
  • „Posłuszeństwo czy wzajemny szacunek” | tutaj >>>


  • Wywiad z Katarzyną Meyer | tutaj >>>

    Pani Kasia znajduje się na naszej liście przyjaciół edukacji domowej | tutaj >>>




  • skocz do góry