wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    „Zabrałam się do zakładania szkoły, aby umożliwić naszym dzieciom odkrywanie świata na własną rękę również w czasie spełniania obowiązku szkolnego

    - rozmowa z Katarzyną Meyer, autorką strony www.naukajestodkrywaniem.de i założycielką „miejsca do odkrywania świata” dla własnych dzieci w Niemczech


    Czy możesz przedstawić się Czytelnikom www.edukacjadomowa.piasta.pl?
        - Jestem matką dwojga dzieci, dziesięcioletniego syna i siedmioletniej córki. Mieszkam z mężem i dziećmi od kilkunastu lat w Kilonii, na północy Niemiec. Nie pracuję zawodowo, ale od sześciu lat jestem zaangażowana w pracę społeczną, na początku w grupie organizującej nową szkołę prywatną, a obecnie w związku rodziców prowadzących taką szkołę. Przed prawie dwoma laty podjęła ona swoją działalność i nasze dzieci uczęszczają do niej od tego czasu. Zabrałam się do zakładania szkoły, aby umożliwić naszym dzieciom odkrywanie świata na własną rękę również w czasie spełniania „obowiązku szkolnego”. Gdyby tutaj w Niemczech nie było takich problemów z homeschooling'iem, prawdopodobnie nie zadałabym sobie tego trudu.

    UN - Rapport Home Education 2006 | Pobierz Rapport Home Education 2006 w formacie Adobe PDF

    Jak właściwie doszło do powstania szkoły?
        - Wszystko zaczęło się od spojrzenia na aktywność moich dzieci, od zauważenia ich szczęścia i trudu odkrywania. Jak to amerykański psycholog Mihaly Csikszentmihalyi opisuje w swoich książkach, ludzie działający zgodnie z własnym zainteresowaniem przeżywają szczególne chwile uniesienia w pracy, tzw. „flow”. To samo widzę w błyszczących oczach dzieci, gdy pozwoli im się na bycie aktywnym na ich własny sposób. Myślę, że to samo obserwowała Maria Montessori w chwilach, które nazwała „polaryzacją uwagi” dziecka. Mówiła ona o pracy, która porządkuje osobowość dziecka. Jest to praca, która dodaje człowiekowi siły i czyni go szczęśliwym pomimo największego nawet zmęczenia.
        Na początku czułam się z moimi myślami bardzo samotna i niezrozumiana w otoczeniu. Wszyscy inni nie mieli większych problemów z tradycyjną szkołą i przedszkolem, ale mnie za to gwałtownie odrzucało od tych instytucji. Zastanawiałam się chwilami, czy to ze mną coś nie jest w porządku, czy też z resztą ludzi... Zaczęłam więc szukać w literaturze osób, które myślały podobnie jak ja. Powoli odkryłam, że było i jest ich bardzo wiele i chociaż ich liczba rośnie gwałtownie, nie osiągnęły one jednak do tej pory popularności masowej.
        Tradycja tworzenia szkół alternatywnych i krytyki dotychczasowego systemu ma już wiele lat. Tak jak i ja, wszyscy: rodzice oraz nauczyciele, działający w naszej grupie założycielskiej, liczącej osiem osób, byli niezadowoleni z istniejących w naszej okolicy placówek. Powodów było wiele, tak różnych, jak każdy z nas. Dość szybko jednak doszliśmy do ogólnego porozumienia, że podstawą naszej pracy z dziećmi są myśli najpełniej wyrażone przez włoską lekarkę i pedagoga Marię Montessori. W wielkim skrócie przedstawia to następujący cytat:

        „Do tej pory zawsze rozumieliśmy otoczenie w tym sensie, że powinno ono mieć plastyczny i formujący wpływ, któremu jednostka poprzez zmianę siebie samej musiała się podporządkować. Jednak otoczenie, do jakiego my doszliśmy, jest całkowicie odmienne. Dla nas to właśnie otoczenie musi być dopasowane do dziecka, a nie dziecko powinno się dopasować do z góry narzuconego mu otoczenia. W takich warunkach dziecko wyraża siebie samo swobodnie i z radością. Innymi słowy, takie otoczenie jest wyzwalające, a nie kształtujące. Dziecko odsłania w nim swój charakter i rytm swojego życia.”*

        Życzyliśmy sobie szkoły, w której zadaniem dorosłych jest przygotowywanie otoczenia dzieci tak, aby znalazły one jak najwięcej możliwości do bycia aktywnym z własnej inicjatywy. Dokładniej mówiąc, nie nazywałabym tego miejsca szkołą, bo nie ma ono z szkołą, jakiej obraz mamy w naszych głowach, nic wspólnego. Potrzebne byłoby wymyślenie nowego słowa dla tego miejsca, może „laboratorium do odkrywania świata” albo „centrum do zbierania doświadczeń”. Jean Piaget, szwajcarski psycholog i pedagog z dwudziestego wieku, opisywał podobne wyobrażenia pod pojęciem „aktywna szkoła”. Jej zasadą jest zrezygnowanie z wykładów nauczyciela i przedstawienie wszystkich tematów i przedmiotów szkolnych w formie konkretnych materiałów edukacyjnych zapraszających do samodzielnego eksperymentowania. Przykładem takiego materiału może być dość znana kostka Rubika i podobne łamigówki matematyczne.

    W swoich artykułach często zwracasz uwagę na to, żeby dać dzieciom możliwość poszukiwania i błądzenia... Rozumiem, że to znajduje odzwierciedlenie w koncepcji Twojej „szkoły”?
        - Tak, jedną z podstawowych myśli jest przekonanie, że nikt nie może za kogoś innego myśleć i działać. Oznacza to, że jeśli chcemy, aby dzieci samodzielnie myślały i działały nie mamy lepszej drogi do tego celu, niż umożliwienie im tego od samego początku. Oznacza to, że pozostawimy im ich inicjatywę życiową, że pozwolimy im na działanie według własnego uznania, własnych myśli i tego, co widzą i czują, zamiast tak jak do tej pory mówienia im, co mają myśleć, co mają robić i w jaki sposób, na co mają zwracać uwagę i co mają czuć. Gdy postawimy pytanie w ten właśnie sposób, możemy czasami po raz pierwszy zauważyć, jak dalece świat dorosłych ingeruje w świat dzieci, jakie prawa sobie jako dorośli uzurpujemy do dyrygowania życiem naszych dzieci. Małe dziecko wywraca się na przykład na ulicy, zbija sobie kolano i płacze mocno. Prawie w każdym obserwowanym przeze mnie przypadku jestem świadkiem tego, jak pełni dobrej woli rodzice mówią do dziecka „nie płacz, nic się nie stało”. Ale czy to jest rzeczywistością dla tego dziecka? Upadło, jest zaskoczone niespodziewaną sytuacją, coś go nagle mocno boli, jego organizm jest w stresie, adrenalina płynie we krwi, a rodzice podnoszą je szybko na nogi i mówią mu, że nic się nie stało. Komu powinno dziecko więc uwierzyć, swoim odczuciom czy ukochanym dorosłym?
        Nauka jest dla nas procesem wywoływanym nie poprzez teoretyczne wykłady dorosłych, lecz opiera się na samodzielnym szukaniu rozwiązań przez dziecko. To dziecko jest aktywne w stawianiu sobie pytań i szukaniu na nie odpowiedzi na własny sposób i we własnym tempie, poprzez praktyczne doświadczenia i wielokrotnie ich powtarzane, jak przy nauce chodzenia czy jazdy na rowerze. Już Konfucjusz pisał w swoich tekstach słowa, które mogły by być naszym mottem:

            „Opowiedz mi, a ja zapomnę,
            Pokaż mi, a ja zapamiętam,
            Pozwól mi to zrobić, a ja zrozumiem.”


        Czy można w ten sposób nauczyć się angielskiego czy matematyki? Oczywiście, ile ludzi posługuje się obcym językiem pomimo tego, że nigdy nie chodziło na jakikolwiek kurs? W jaki sposób nauczyli się tego? Poprzez działanie w konkretnych sytuacjach życiowych: robiąc zakupy w sklepie, pytając na ulicy o drogę, pracując za granicą. Nie oznacza to, że nigdy nie potrzebowali do tego książek i zawartej w nich gramatyki. Chodzi o kolejność, najpierw było doświadczenie i wyrastające z niego pytania, dopiero z niego wyrastała wiedza i teoria.
        Matematyka, jaką my poznaliśmy w szkole jest tylko jej małą częścią, jest wynikiem doświadczeń ludzi takich jak Pitagoras na przykład, którzy sformułowali swoje obserwacje świata i zasady jego funkcjonowania w abstrakcyjnej mowie formułek matematycznych. Nasze dzieci karmione są nieustannie teorią bez powiązania jej z konkretną praktyką, z przedmiotami. Jeśli damy dzieciom do ręki liczby w postaci sznurów pereł od jedynki do tysiąca, tak jak to zrobiła Maria Montossori, umożliwimy im zbieranie własnych doświadczeń i wyciąganie z nich własnych wniosków. Jeśli dziecko ułoży trzy razy po pięć pereł, policzy je, potem ułoży pięc razy po trzy perły i znowu policzy, i powtórzy to działanie w wielu różnych sytuacjach i z różnorodnym materiałem z czasem odkryje ono je jako regułę matematyczną. Wtedy będzie ono wiedziało na całe życie, że 3x5 = 5x3. Nie będzie musiało tego jako formułki matematycznej zapamiętywać i nie będzie jej mogło zapomnieć. To, co zrozumieliśmy staje się częścią naszego spojrzenia na świat, ona nie może ulec zapomnieniu.
        Ten proces może się powtórzyć u każdego człowieka, tak jak w każdego z nas powtarza się odkrywanie zasad fizycznych działających w wodzie podczas pływania, zasad akustyki podczas grania na instrumencie muzycznym czy znaczenia siły przyciągania ziemskiego podczas poruszania się. Większość z nas nie doszła tylko do świadomego wyrażenia swoich doświadczeń we wzorach matematycznych czy fizycznych, byliśmy przecież jako dzieci i młodzież zajęci przez dorosłych zapamiętywaniem tego, czego chcieli oni od nas usłyszeć. Zanim zdążyliśmy zdobyć własne doświadczenia i postawić własne pytania do sytuacji, jakich doświadczyliśmy, nasza uwaga została zajęta naukami innych.

    W jaki sposób przygotowaliście się do założenia miejsca do nauki dla własnych dzieci?
        - Każdy z naszej grupy zainteresowanych odwiedził parę szkół pracujących według wymienionych powyżej zasad, organizowaliśmy spotkania z nauczycielami z takich szkół, aby podzielili się z nami i dalszymi zainteresowanymi rodzicami swoimi doświadczeniami, jeździliśmy na coroczne spotkania krajowe dla szkół alternatywnych organizowane tutaj w Niemczech przez ogólnokrajowy związek takich szkół, obecnie liczący około 250 placówek. Oprócz tego związku istnieją również podobnie zorganizowane związki szkół idących śladami jednej pedagogiki, takich jak szkoły Celestyna Freineta, Rebeki Wild, czy szkoły Marii Montessori.

    A co z biurokracją?
        - W fazie zakładania placówki byliśmy przez trzy lata zajęci pisaniem konceptu szkolnego, szukaniem odpowiedniego budynku, organizowaniem reklamy dla nowych rodziców i nauczycieli, przygotowywaniem materiałów szkolnych, prowadzenia rozmów z bankiem udzielającym nam kredytu oraz z urzędnikami tutejszego ministerstwa oświaty i wychowania, odpowiedzialnego za udzielenie pozwolenia na naszą działalność. Szkoły tego rodzaju finansowane są przez państwo w wysokości 80 % kosztów przypadających na ucznia porównywalnych placówek, ale dopiero po 3 latach od założenia. Przez pierwsze trzy lata musimy utrzymać się sami, co było możliwe poprzez podjęcie na dziesięć lat kredytu z banku i spłacania go ze składek rodziców. Jest to dużą przeszkodą dla wielu zainteresowanych, ale staramy się nikogo z góry z powodu finansów nie wykluczać. Prowadzimy reklamę szkoły również wśród firm, organizacji charytatywnych i osób prywatnych zainteresowanych w sponsorowaniu nowatorskich projektów powstałych z inicjatywy społecznej. Jednocześnie przeprowadzamy możliwie wiele prac przez rodziców, za które nie pobierają oni wynagrodzenia.

    Jak wygląda codzienna rola rodziców już po założeniu szkoły i jej funkcjonowanie?
        - W naszej „szkole” co miesiąc spotykamy się na zebraniach rodzicielskich, co drugie z nich poświęcone jest wspólnej pracy z materiałem szkolnym, grami matematycznymi, eksperymentami fizycznymi i chemicznymi, grami słownymi i wieloma innymi. W ten sposób sami przeżywamy naukę tak, jak nasze dzieci jej doświadczają i możemy coraz lepiej zrozumieć, jak taki proces działa. Szkoła jest otwarta (również dla rodziców) od poniedziałku do piątku przez 4 godziny do południa i trwa dziesięć lat. Dzieci korzystają w tym czasie ze wszystkich pomieszczeń i dużego ogrodu według własnego uznania, raz w tygodniu organizowane są zajęcia pozaszkolne. Dla dzieci od lat dziesięciu przewidziana jest możliwość regularnych praktyk w zakładach pracy. Codziennie proponowane są zmieniające się zajęcia w grupach, bez przymusu brania w nich udziału. Obecnie aktywna jest grupa teatralna, grupa zajmująca się młodymi kozami w pobliskim gospodarstwie wiejskim, grupa chodzących na pływalnię oraz grupa muzyczna. Pomieszczenia szkolne wyposażone są w szereg materiałów do samodzielnej nauki, pokój muzyczny, warsztat stolarski, pokój do poruszania się, kuchnię szkolną użytkowaną przez dzieci. Wielu rodziców przychodzi do szkoły, aby zaprezentować swoje umiejętności, takie jak gra ma wybranym instrumencie, garncarstwo, tkactwo, filcowanie wełny, obróbka kamieni i inne. Rodzice organizują też większość wycieczek do interesujących miejsc pozaszkolnych, takich jak pływalnia, muzea, kuźnia, staż pożarna i są współopiekunami podczas ich trwania.

    Na czym polega rola nauczycieli?
        - Zadaniem nauczycieli jest dokładna obserwacja aktywności poszczególnych dzieci i jej udokumentowanie. W rozmowach z rodzicami wymieniane są wzajemne spostrzeżenia na ten temat, co pół roku na piśmie w formie sprawozdania szkolnego dla rodziców i sprawozdania domowego dla pedagogów. Zarówno rodzice jak i pedagodzy mają na celu zauważenie aktualnych zainteresowań danego dziecka i przygotowanie odpowiednich materiałów czy miejsc do ich zrealizowania. Nauka nie kończy i nie zaczyna się w szkole i tylko w trakcie roku szkolnego. Jeśli dziecko okazuje oznaki znudzenia i niezadowolenia staramy się również wspólnie znaleźć przyczyny takiego zachowania, znaleźć nowe możliwości do samodzielnego działania dziecka i więcej uwagi poświęcanej mu przez dorosłych.
        Aktywność dziecka jest obserwowana pod względem kierunku zainteresowania, długości utrzymywania się i intensywności działania, ale nie jest ona oceniana przez dorosłych w tradycyjnej formie ocen szkolnych. Dzieci nie otrzymują żadnych zadań domowych, klasówek czy stopni, nie są dzielone przez dorosłych w jakiekolwiek grupy wiekowe. Każdy pracuje w swoim własnym tempie i według własnej potrzeby, sam lub z kolegami czy nauczycielem. Dopiero po ukończeniu szkoły lub przejściu do innej placówki wystawiane będą świadectwa z ocenami, aby odpowiedzieć na potrzeby tradycyjnego systemu szkolnego.

    Czy to oznacza, że dzieci będą musiały w końcu trafić do zwyczajnej szkoły?
        - To zależy od wyboru rodziny oraz dalszych planów życiowych dziecka. Absolwenci szkoły opuszczają ją w wieku lat szesnastu. Oznacza to, że ich obowiązek szkolny został spełniony. W tym wieku można rozpocząć praktyczną naukę wielu zawodów. Inną możliwością jest przygotowywanie się do matury w celu rozpoczęcia studiów. Takie przygotowanie może odbywać się w gimnazjum dziennym lub w gimnazjum wieczorowym. Samo świadectwo końcowe naszej placówki nie upoważnia jednak do podjęcia nauki w dalszych szkołach, do tego celu potrzebne jest jeszcze zdanie egzaminu wstępnego. Maturę można również zdawać eksternistycznie i przygotowywać się do niej indywidualnie, w rodzinie lub w grupie rówieśników.
        Doświadczenia innych placówek tego rodzaju pokazują, że wielu ich absolwentów wybiera nietypowe drogi kariery zawodowej otwierające się dzięki ich nietypowym zaletom: przedsiębiorczości i samodzielności w pracy, umiejętności znalezienia praktycznych rozwiązań aktualnych problemów, dobrej współpracy z kolegami. Ich umiejętności przekonują pracodawców i klientów dużo lepiej niż najpiękniejsze świadectwa.

    A jak wygląda kontrola rządowa nad Wasza placówką?
        - Urzędnicy oświaty i wychowania udzielili nam pozwolenia na działalność szkoły z przedstawionym powyżej konceptem pedagogicznym. W rozmowach poprzedzających to pozwolenie została nam zapewniona przychylność i otwartość administracji państwowej dla nowatorskich inicjatyw społecznych w oświacie. W dotychczasowych kontaktach nie przeżyliśmy większych trudności.
        Realizacja konceptu pedagogicznego może zostać skontrolowana poprzez wizyty urzędników podczas zajęć szkolnych. W ramach tego konceptu nauczyciele naszej placówki zobowiązani są do zorganizowania uczniom możliwości do nauki przedmiotów i tematów w zakresie obowiązującym w odpowiednich szkołach państwowych. Wybór tematów, sposobu pracy oraz czasu, w którym zostaną one przerobione pozostawiony jest w rękach uczniów.
        Oprócz tego wymagane jest zgłaszanie nowych pracowników szkoły w ministerstwie w celu udzielenia pozwolenia na pracę. Warunkiem jego udzielenia jest posiadanie państwowego wykształcenia nauczycielskiego. Szkoła jest zobowiązana do prowadzenia regularnych sprawozdań z aktywności dzieci oraz listy ich obecności. Ponadto konieczne jest zachowanie obowiązujących we wszelkich placówkach oświatowych przepisów bezpieczeństwa pracy, ochrony przeciwpożarowej i higieny, specjalne wymagania dotyczące budynków szkolnych.

    Dziękuję za wywiad.




    Rozmawiała: Natalia Dueholm
    Zdjęcia dzięki uprzejmości Katarzyny Meyer

    * tłumaczone z niemieckiego: Texte und Gegenwartsdiskussion, Hrsg. Prof. Dr. Dr. h.c. Winfried Böhm, 1996, s. 51.




  • skocz do góry





  • Artykuły autorstwa K. Meyer na edukacjadomowa.piasta.pl:
  • „Uczyć się? Chętnie!” | tutaj >>>
  • „Posłuszeństwo czy wzajemny szacunek” | tutaj >>>
  • „Towarzyszyć dziecku bez poleceń” | tutaj >>>
  • „Montessori dzisiaj” | tutaj >>>
  • „Zaufać życiu” | tutaj >>>


  • Pani Kasia znajduje się na naszej liście przyjaciół edukacji domowej | tutaj >>>




  • skocz do góry