wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    Wywiad z Indiana Jonesem!

    czyli piętnastoletnim Przemkiem Galantem, który nie chodzi do szkoły, a uczy się w podróżach.


    Dlaczego uczysz się w formie edukacji domowej? Ludzie wyobrażają sobie, że albo szkoła cię nie chce, bo sprawiasz problemy, albo że masz tzw. szkolną fobię...
    Handlarz w Azerbejdżanie    - Do końca szóstej klasy chodziłem normalnie do szkoły państwowej. Zacznę od tego jak się czułem, gdy jeszcze chodziłem do szkoły. Szkoła byłaby w sam raz gdyby nie to, że lekcje trwały tylko 45 minut, a potem były nikomu niepotrzebne, wrzaskliwe przerwy.     Klasy były skąpo wyposażone pod względem sprzętu. Najczęściej były w klasie ławki ustawione w równych rzędach, czarna tablica, jakiś regał i parę zakurzonych gazetek na ścianach. Do tego niewygodne krzesła, na których nie mogłem usiedzieć, bo lubię się uczyć na leżąco lub "chodząco". Każda lekcja zaczynała się sprawdzaniem listy obecności, potem odpytywanie i kontrola prac domowych. Prawdziwa nauka to ostatnie 20 minut. Lekcje były dość nieciekawie prowadzone, więc często się na nich nudziłem, gdyż to, co akurat było w danym momencie przerabiane najczęściej już znałem. Oprócz tego, że nie było żadnych filmów dokumentalnych, ani ciekawych pomocy naukowych, to jeszcze na lekcji był "czarno-biały" nudny wykład i "resztę doczytajcie z podręcznika". Czasami w mojej klasie prowadziłem lekcję na jakiś nietypowy temat, najczęściej z historii i przyrody. Po trzeciej klasie zacząłem jeździć na wyprawy autostopowe i często nie było mnie w szkole przez większość dni wiosny i wczesnego lata. U lekarza załatwiałem jakieś zwolnienia lub mama usprawiedliwiała nieobecności. Od czasu edukacji domowej nie byłem nigdy u lekarza, prócz dentysty. W piątej i szóstej klasie nie musiałem już załatwiać zwolnień, gdyż nauczyciele mi wszystko usprawiedliwiali. Wracałem po wyprawie i następnie przez czas krótkiego pobytu w domu nadrabiałem wszystko, co mieli w szkole i szedłem z programem jeszcze dalej. Na świadectwie kwalifikującym do gimnazjum miałem średnią 5,8.

    Z tego, co mówisz wynika, że edukacja domowa wpłynęła dodatnio na Twoje zdrowie.
        - Zawsze byłem spokojny i opanowany, nie lubiłem wrzeszczeć, przepychać się i grać w piłkę nożną. Do czwartej klasy czasami zaczepiali mnie niektórzy chłopcy ze szkoły. Pewnego razu najbardziej agresywny chłopak przesadził z zaczepianiem, więc bez żadnego wysiłku i jak dawno wygasły wulkan wybuchłem. Złoiłem mu skórę i potem już mnie nikt nie zaczepiał. Chłopak zrobił się trochę spokojniejszy i przez jakiś czas był normalnym kolegą. Chodził nawet ze mną na koncerty muzyki poważnej. Podobno miał ADHD, ale na koncertach jakoś spokojnie siedział. Nie miałem potem nigdy innych problemów z rówieśnikami. Przyjaźniłem się i często rozmawiałem z dziewczynami i kolegami. Lubiłem najbardziej tych, z którymi można było na jakieś ciekawe tematy porozmawiać. Często też przesiadywałem sam, gdyż lubiłem lekką samotność. Wtedy mogłem spokojnie pomyśleć i pouczyć się. Zostało mi to do tej pory.

    Ukraina - Babuszki na targu W jaki sposób i kiedy zdecydowaliście w domu o rezygnacji ze szkoły?
        - Po wyprawie do Włoch poszedłem do gimnazjum. Od października przestałem normalnie chodzić do szkoły, po tym jak mama kupiła książkę Marka Budajczaka o edukacji domowej. Część fragmentów czytaliśmy razem i spodobał mi się ten system nauki. W grudniu po przetestowaniu egzaminów klasyfikacyjnych przeszedłem do edukacji domowej. Do szkoły często przychodziłem odwiedzić kolegów i koleżanki oraz na większość nietypowych imprez w szkole. Obecnie cały czas jestem mile widziany w szkole, prawie wszyscy uczniowie i nauczyciele mnie znają. Niektórzy uczniowie myślą, że jestem studentem odwiedzającym ich szkołę i nauczycieli. Ze względu na kapelusz i wyprawy mam pseudonim Indiana Jones. Z każdym bez żadnego oporu porozmawiam bez względu na to czy ma 80 czy 15 lat. Wszystkich ludzi, z którymi mogę się dogadać bez względu na wiek nazywam rówieśnikami. Z nauczycielami rozmawiam na luzie, gdyż uważam ich za partnerów pomagających w zdobywaniu wiedzy.

    Na twoich zdjęciach widzę, jak nielegalnie prowadzisz traktor. Jak myślisz, czym twoje zajęcia różnią się od zajęć tych, którzy chodzą do szkoły?
        - Będąc w edukacji domowej mam czas na wiele zajęć dodatkowych, na które nie mógłbym chodzić, gdybym uczęszczał do normalnej szkoły. Chodzę na taniec towarzyski, biorę udział w wykładach w szkole "Refugium" przy Towarzystwie Rozwoju Świadomości. Uczę się tam technik doskonalenia umysłu i twórczego myślenia. Wczoraj otrzymałem certyfikat ukończenia kursu masażu i samoleczenia Su-Dzok. To mój pierwszy udokumentowany zawód. Bardzo lubię pomagać ludziom. Od lutego będę ponownie chodził na kendo i judo. Cały czas uczę się grać na cytrze. Jest to instrument strunowy, w Polsce prawie zapomniany. Moim nauczycielem jest Bronisław Leszczyński, syn Marii Leszczyńskiej - pielęgniarki ratującej dzieci w Oświęcimiu. Pan Bronek ma 87 lat i jest cierpliwym i fantastycznym nauczycielem. Bardzo dużo osób przekazuje mi Odessa - Babuszki na targuswoją wiedzę na zasadzie Banku Wymiany Czasu. Ja pomagałem docinać gres w Świetlicy Terapeutycznej, a ktoś inny uczy mnie łaciny.

    Czy masz znajomych i przyjaciół wśród innych osób nie chodzących do szkoły?
        - Do moich znajomych uczących się w domu należy zwłaszcza Basia Bielenda i jej brat Marcin oraz inne dzieci, które poznałem na zlocie edukacji domowej w Olesinie. My z Baśką jesteśmy najstarsi i dlatego najłatwiej było nam znaleźć wspólny język. Przed ostatnią wyprawą byliśmy u nich w Dębach Wielkich. Pojechał z nami mój przyjaciel Dominik - student reżyserii na Łódzkiej Filmówce. Baśka uczyła nas jeździć na koniach, a my pomagaliśmy w sianokosach. Miałem okazję kolejny raz jeździć na traktorze. Przygotowywaliśmy się także razem do egzaminów szkolnych (oczywiście "na luzaka").

    Czy myślisz już o tym, w jaki sposób chciałbyś na siebie zarabiać w przyszłości?
        - Co chciałbym robić w przyszłości? Interesujące pytanie. Dawniej myślałem, by w przyszłości być podróżnikiem, geologiem, mineralogiem i oczywiście mieć własną bezludną wyspę. Teraz sądzę, że im więcej będę umiał i znał, to moje horyzonty będą szersze i głębsze. Chciałbym zostać poliglotą i człowiekiem renesansowym podobnym do Leonarda Da Vinci. Człowiekiem, który będzie umiał sobie radzić w najróżniejszych sytuacjach. Nawet gdybym zabłądził w Puszczy Amazońskiej, to bym przetrwał nawet i lata, jeśli tyle czasu zajęłoby mi wydostanie się z gęstwin leśnych.

    Czy masz jakieś doświadczenia w zarabianiu pieniędzy?
        - Doświadczenie w zarabianiu pieniędzy udoskonalam od 11. roku życia. Zacząłem zarabiać na wielkanocnych odlewach gipsowych. Wszystko własnoręcznie robiłem z mamą i siostrą. Odlewaliśmy gipsówki z niemieckich form, a potem malowaliśmy i zdobiliśmy - świetna zabawa, nie było dwóch takich samych kogutów. Po 12. roku życia zarabiałem na głównej ulicy miasta Łodzi sprzedając własnoręcznie wydobywane w kamieniołomach pod Czestochową amonity (skamienieliny sprzed milionów lat) oraz kryształy górskie. Kilka razy prowadziłem korepetycje z matematyki dla rówieśników. W 13. roku życia miałem pierwszą wystawę kamieni na Interstone. Dostałem wtedy zaproszenie do kopalni opali w Australii - myślę, że za jakiś czas tam pojadę. W międzyczasie zarabiałem na samodzielnie robionych "bożonarodzeniowych obrzydliwkach" - wyszywankach i aniołach. Anioły robiły furorę i przynosiły szczęście nabywcom. Nadal na Boże Narodzenie robimy mnóstwo aniołów, ale wszystkie idą na prezenty dla przyjaciół i znajomych, których z roku na rok mamy coraz więcej. Od roku zarabiam na Magicznym Kocie Spełniającym Życzenia. Jestem przebrany za Maga, kot leży mi na kolanach i śpi... i oczywiście spełnia życzenia (ale tylko jedno, bo nie jest złotą rybką).10-11 listopada byłem wystawcą kota na XII Targach Zdrowia i Niezwykłości.
        Mam mnóstwo pomysłów na zarabianie pieniędzy i myślę, że to wcale nie jest trudne - wystarczy robić to, co się lubi.

    Dziękuję za rozmowę.




    Rozmawiała: Natalia Dueholm
    Zdjęcia: Anna Janicka-Galant, Dominik Judka, Przemek Galant
          
     Pokaz slajdów


    Zapraszamy na stronę Przemka i jego mamy |tutaj >>>
    Wywiad z Anną Janicką-Galant, mamą Przemka | tutaj >>>
    Drugi wywiad z p. Anną | tutaj >>>
    Artykuł o podróżach p. Anny i Przemka | tutaj >>>



  • skocz do góry