wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    „Nigdy tyle ciekawych rzeczy w życiu nie robiłam: dla siebie i dla dzieci”

    - rozmowa z Panią Marzeną Reszke, nauczycielką, mamą Adasia (10 lat) i Grzesia (9 lat) o początkach edukacji domowej



    Warsztaty ceramiczneDlaczego edukacja domowa?
        - To trudne pytanie. Opowiem, co doprowadziło mnie i moje dzieci do edukacji domowej.
        Często człowiek robi w życiu coś, bo po prostu wie, że ma to zrobić. Wiem, że całe życie się do tego przygotowywałam (oczywiście nie wiedząc nawet, że edukacja domowa istnieje). Co się na to złożyło? Otóż: dzieciństwo spędziłam na wsi (myślę, że to ukierunkowało mnie już jednoznacznie), studiowałam fizykę, matematykę, informatykę i aktywizujące metody nauczania, spotkałam w życiu wielu ciekawych ludzi, którzy popchnęli do zgłębienia różnych dziedzin nauki: rodzice pomogli mi odkryć w sobie zdolności do nauczania innych, katechetka Zofia Gawrońska prostym, ale fascynującym językiem opowiedziała mi o religii, dr Jolanta Dyrda wprowadziła mnie w świat psychologii i pedagogiki, prof. Robert Głębocki przekonał, że fizyka jest piękna, prof. Ludwik Kostro zarażał samodzielnym myśleniem i wszczepiał zdolność do krytycznego spojrzenia na świat, koleżanka Liliana Lato pokazała mi świat ezoteryki, Maria Kulesza oraz Marian Chwastniewski pokazali mi, jak zamienić całe teoretyzowanie o pedagogice w praktykę. Dzięki temu wykształciłam w sobie pewien obraz sposobu nauczania.
        Moi synowie od małego byli bardzo ciekawscy. Uczyli się podczas działania, odczuwali przy tym radość i ciągle wzrastała w nich chęć uczenia się nowych rzeczy. Poszli do szkoły. Skupili się na ładnym pisaniu, kolorowaniu wyznaczonych kształtów, ciągłym czytaniu czytanek, które nie są bogate w interesujące wiadomości, na wysiedzeniu w jednym miejscu, itp. Przestali zadawać pytania, nie mieli czasu na zajęcia przyrodnicze ze mną, musieli odrabiać lekcje i szlifować cały wieczór jedna czytankę. Zastój w rozwoju zauważyła nawet moja siostra. Myślałam, że tak ma być, że tak się dziecko rozwija itp. Jednak ciągle szukałam, czytałam, pytałam... i znalazłam stronę edukacji domowej. Poznałam Nancy, która od lat znała edukacją domową - i wiedziałam, co mam zrobić.

    A jak na to wszystko zareagował Pani mąż?
        - Zapytałam męża, czy wchodzimy w edukację domową. Opowiedziałam, co to jest i jak to się robi. Powiedział, że zastanowi się jeden dzień. Zastanowienie dotyczyło sfery finansowej naszej rodziny, bo co do edukacji domowej rozumieliśmy się bez słów. Na drugi dzień powiedział: wchodzimy w to!
    Wycieczka do Biskupina
    Co sprawiło Pani największą trudność?
        - Na początku trudnością było załatwić zgodę na edukację domową od dyrektora, który nie wie, że takie coś w ogóle istnieje. Nawiasem mówiąc, może warto byłoby przeszkolić w tym względzie dyrektorów w Polsce? Ale wracając do odpowiedzi na pytanie... Brakuje nam czasu, przestrzeni i pieniędzy. Wiele trudności rozwiało się, gdy rozpoznałam jakie techniki uczenia się preferuje każdy z moich synów. Jeden lubi ciszę i przerwy w pracy co 15 min, drugi lubi siąść do zadania na tak długo, aż się temat wyczerpie i nie musi mieć całkowitej ciszy.

    Pierwsze miesiące są zapewne niełatwe dla wszystkich członków rodziny - to czas na docieranie, popełnianie błędów, trochę nerwów i frustracji. Jak sobie Pani z tym radzi?
        - Tak, to trudny czas. Byliśmy jednak pod opieką Nancy, która o tym wszystkim nas uprzedziła, powiedziała, że pierwszy rok to praktycznie oduczanie się szkolnych przyzwyczajeń i wchodzenie w nowy sposób edukacji. Na początku odpoczywaliśmy, później stopniowo zaczęliśmy robić ćwiczenia zakupione w czerwcu do szkoły, jednak były one nudnawe i z czasem musieliśmy przejść na swoje tory. Założyliśmy zeszyty do eksperymentów, do pisania, do liczenia, do przyrody. Teraz robimy jeszcze inaczej, pracujemy tematycznie metodą doświadczeń poszukujących (pedagogika CELESTYNA FREINETA | tutaj >>>). Wybieramy pojęcie las i czytając książkę o zwierzętach rysujemy je, rysujemy łańcuch pokarmowy, jedziemy do lasu, zbieramy z podłoża skarby i w domu rozszyfrujemy, co to za gałęzie, co to za szyszki, liczymy drzewa, szukamy, czy piętrowość w rzeczywistości, w lesie, występuje itp. Wychodzi przy tym wiele pojęć nowych: mikoryza, destruenci, obieg materii w przyrodzie. Okazuje się, że sarna nie jest partnerką jelenia, że biały tyłek sarny nazywa się lustrem, dowiadujemy się, że, jak się rodzą małe wilczki, to mają starszego brata z poprzedniego miotu, który je pilnuje, gdy rodzice chodzą na polowanie itp., itd.

    Jak wygląda Pani dzień w edukacji domowej?
        - Uczymy się przy każdej nadarzającej się sytuacji, ale siadamy do pracy rano, w południe i wieczorem po 1-2 godziny. Każdy ma przydzielone zadanie, bądź robimy jakiś projekt razem. Chłopcy chodzą na zajęcia z angielskiego i na basen. Razem sprzątamy, gotujemy, Zajęcia w Laboratorium Wyspa Odkryćśpiewamy i tańczymy. Są dni kiedy wychodzimy w plener, uczymy się w lesie, nad rzeką, jedziemy do innego miasta, czytamy o jego historii, oglądamy zabytki, zwiedzamy muzea. Dobrze jest wynająć przewodnika, który umie mówić w ciekawy sposób do dzieci.
        We wtorki jeździmy do sąsiedniego miasta na zajęcia do Laboratorium Wyspa Odkryć - www.wyspa.org.pl. Są to najciekawsze zajęcia na Pomorzu. Dzieci rozwijają postawy twórcze i badawcze. Marian Chwastniewski, prowadzący warsztaty otrzymał nagrodę światowej organizacji Ashoka!
        Bardzo dużo czasu ja jako matka spędzam na samokształceniu: czytam, czytam, czytam. Szukam ludzi znających się na edukacji, rozmawiam z nimi, proszę o pomoc, dyskutuję. Ktoś kiedyś mnie zapytał: a kiedy ja mam czas dla siebie? Odpowiadam: nigdy tyle ciekawych rzeczy w życiu nie robiłam, dla siebie i dla dzieci.

    Czy Pani mąż tez naucza?
        - Mąż przede wszystkim zarabia pieniążki na to wszystko. Jest osobą w naszym domu, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, jest naszym motorkiem. Wspólnie ze mną organizuje wyjazdy i wyjścia. Wynajduje ciekawe osoby, jako że ciągle podróżuje i spotyka dużo osób, i zaprasza je do nas.
    Eksperymentatorium w Szwecji
    Jednym z argumentów przeciwników edukacji domowej jest brak socjalizacji, pozbawianie dzieci szkolnych wspomnień, czy brak twardej rywalizacji. Co Pani o tym myśli?
        - Akurat nad brakiem rywalizacji nie płaczemy. Brak socjalizacji i wspomnień szkolnych... Każdy nam to mówi. Szukam grupy zuchowej w naszej okolicy, już jestem na tropie i myślę, że harcerstwo będzie tu dobrym lekarstwem. Ale należy wiedzieć, że chłopcy należą do dwóch grup: na lekcjach angielskiego dwa razy w tygodniu i raz w tygodniu w Laboratorium, gdzie spotykają nie tylko swoich rówieśników, ale i starsze roczniki, wielu dorosłych, a ostatnio nawet były Japonka, Chinka, Egipcjanka i dziewczyna z Bangkoku. Rodzice edukujący domowo spotykają się na zjazdach, odwiedzamy się, organizujemy latem wspólny wyjazd, chyba tygodniowy.

    Wzięła Pani udział w Konferencji zorganizowanej przez Stowarzyszenie Wyspa. Czy może Pani o tym opowiedzieć?
        - W dniu 30.11.2006 wzięłam udział w VI konferencji z cyklu Spotkań Autorskich zatytułowanej RADOŚĆ DZIAŁANIA. Przedstawiłam, jak wygląda praca z własnym dzieckiem w edukacji domowej. Skrót mojego wystąpienia znajduje się tutaj >>>

    Napisała Pani książkę, czy może ją Pani zareklamować?
    Rodzinka     - Książka nie na temat, a właściwie na temat... proszę bardzo.
        Tak. Właściwie to nie ja napisałam "Rodzinkę". W wakacje w naszym domu jest sporo dzieci. Wszyscy razem napisaliśmy tą książkę: Adam, Grześ, Alicja i Ewelinka. To było parę lat temu. Książka jest wynikiem zabawy w "kogo mamy w rodzinie i kto jest w czym dobry". Chciałam to udokumentować, a że moja siostra, Ewa Nawrocka, jest świetną malarko- rysowniczką, to nam ją zilustrowała, a Wydawnictwo Egmont wydało. Dziękujemy.
        Najbardziej zdziwieni byli moi uczniowie z gimnazjum, jak dostali zadanie: znaleźć moją książkę w księgarni. Wszyscy szukali w dziale fizyka.
        Szczerze mówiąc spodobało nam się to i powstają następne książki. Książkę można nabyć tutaj >>>

    Dziękuję za rozmowę.




    Rozmawiała: Natalia Dueholm, marzec 2007
    Zdjęcia: z domowego archiwum Państwa Reszke.
    Blog Państwa Reszke | http://naukapozaszkola.blog.onet.pl/



  • skocz do góry