wróć
  • do "artykuły" >
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Piotr Rosik

    Szkoła do lamusa


        Czy słyszałeś o Tomaszu Edisonie, Henrym Fordzie, Billu Gatesie, Tedzie Turnerze? Na pewno tak. A czy wiesz, co ich łączy? Oni wszyscy nie mają dyplomu szkoły wyższej, a niektórzy nawet średniego wykształcenia. Czy w obliczu tego faktu nadal uważasz, że ukończenie szkoły zapewni twojemu dziecku pieniądze?


        Jeśli jesteś rodzicem i uważasz, że twoje dziecko będzie dużo zarabiało po ukończeniu szkoły, to jesteś w błędzie. Każda szkoła „produkuje” żołnierzy, naukowców i pracowników. Ale żadna nie wychowuje biznesmenów, inwestorów, ludzi sukcesu - najzamożniejszych ludzi globu.

        Pierwsza książka Roberta Kiyosakiego nosiła tytuł: „Jeśli chcesz być bogaty i szczęśliwy, nie chodź do szkoły”. Rober Kiyosaki wydaje kolejne poradniki typu „jak osiągać sukces”, a także grę „Cashflow” nie tylko dla własnego zysku. Jak sam pisze w książce „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, jego przybrany ojciec, który był biznesmenem, martwił się o przyszłość świata mówiąc: „Niedługo będzie taka straszna luka pomiędzy bogatymi i biednymi, że nastąpi chaos i upadnie kolejna wielka cywilizacja. Wielkie cywilizacja upadały, gdy luka między mającymi i mniemającymi była zbyt wielka”. Kiyosaki także martwi się faktem, że rośnie rozwarstwienie społeczne w skali globalnej, że ludzie nie rozumieją podstawowej różnicy pomiędzy aktywami i pasywami (aktywa wkładają nam pieniądze do kieszeni, a pasywa wyjmują, a więc dom kupiony na raty tak naprawdę jest po stronie pasywów, tym bardziej, że nawet po spłacie kredytu musimy płacić podatek państwu!), że setki milionów ludzi żyje na kredyt i że miliardy ludzi przyzwyczaiły się do opieki państwa, obowiązkowych ubezpieczeń, emerytur i zasiłków.

        Czemu jednak ludzie tak bardzo uzależnili się od państwa? Czy istnieje jakaś tuba propagandowa państwa? Odpowiedź mrozi krew w żyłach: to szkoła, do której z taką chęcią rodzice posyłają swoje dzieci jest główną przyczyną uzależniania się kolejnych pokoleń od welfare state.


    Czym miała być szkoła?

        O pierwszych szkołach możemy mówić już w starożytnej Grecji, lecz były to raczej spotkania w formule mistrz - uczeń, niż zinstytucjonalizowane molochy podlegające państwu.

        Pierwsze szkoły publiczne pojawiły się w Cesarstwie Rzymskim, ale zakres ich nauczania był skromny (głównie posługiwanie się językiem w piękny sposób, czyli retoryka).

        Pierwsze szkoły państwowe w kształcie znanym nam dzisiaj powstały nie tysiące lat temu, ani nawet setki lat temu (owszem, Królowa Jadwiga zasponsorowała Uniwersytet Jagielloński, lecz rodzina królewska nie miała na niego żadnego wpływu), lecz dopiero w XIX wieku. Wcześniej edukacją dzieci zajmowali się specjalnie opłacani guwernerzy i guwernantki, wspólnoty religijne (kościoły) albo po prostu sami rodzice. Dopiero w Prusach za rządów kanclerza Otto von Bismarcka pojawiły się obowiązkowe szkoły podstawowe i średnie. Jak myślicie - dlaczego? Otóż państwo pruskie miało trudną sytuację geopolityczną i - w którą stronę świata nie spojrzeć - wrogów. Potrzebowało więc przede wszystkim wiernych państwu żołnierzy i niezbyt inteligentnej siły roboczej zasilającej masowo fabryki.

        Prawdziwą tragedią dla niektórych myślicieli amerykańskich, w tym i dla Kiyosakiego, jest to, że model szkoły państwowej przedostał się ze Starego Kontynentu do Ameryki. Amerykański prozaik i poeta John Updike powiedział kiedyś nie bez sarkazmu: „Ojcowie Założyciele zdecydowali w swej mądrości, że dzieci są nienaturalnym obciążeniem dla swoich rodziców. Zorganizowali więc więzienia nazywane szkołami, w których stosuje się tortury, nazywane edukacją”. Przedstawiciel prawicy amerykańskiej Henry Louis Mencken z kolei przekonywał, że szkoła jest nie tylko niepotrzebna, ale i nieprzyjemna: „Jestem przekonany, że lata szkolne są najbardziej nieszczęśliwymi z całego okresu egzystencji ludzkiej”. Inny Amerykanin, słynny pisarz Mark Twain, przyznał: „Nigdy nie pozwoliłem na to, aby szkolne nauczanie ingerowało w moją edukację”.


    Czego uczy szkoła?

        „Najbardziej niebezpieczną radą, jaką dzisiaj można dać dziecku jest: idź do szkoły, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy” - pisze w książce „Bogaty ojciec, biedny ojciec” Robert Kiyosaki. W tym zdaniu zawarty jest obraz drogi życiowej, którą zalecają niemal wszyscy rodzice swoim dzieciom. „Ucz się dobrze, miej dobre stopnie, wtedy znajdziesz dobrą pracę” - mówimy często do naszych pociech. Jeśli pójdą za naszą radą, znajdą pracę na etacie. Jeśli potem wezmą ślub, to w konsekwencji - by mieć gdzie mieszkać - biorą kredyt na dom lub mieszkanie. Do tego kredyt na meble i oczywiście jeden - lub najlepiej dwa - samochody. Wtedy nasi synowie i nasze córki zostają wciągnięci w to, co Kiyosaki nazywa „wyścigiem szczurów”: walczą o pracę i pracują ciężko do samej śmierci, by spłacić zaciągnięte kredyty.

        Szkoła nie pomaga w usamodzielnieniu się człowieka, ani w nauczeniu go, co naprawdę przynosi duże pieniądze, szczęście i wolność. Szkoła „produkuje” żołnierzy, naukowców i - przede wszystkim - pracowników. Są to osoby, które poświęcają swój czas i wysiłek innym, a tym samym wzbogacają innych, a nie siebie. Nie uczą, jak budować biznes ani jak inwestować. „Zasadniczym powodem szukania przez wielu ludzi zabezpieczenia, jakie daje praca na etacie, jest to, że radę tę otrzymują zarówno w domu jak i w szkole” - pisze Kiyosaki w „Kwadrancie przepływu pieniędzy”. I dodaje: „Głównym powodem tego, że 90% pracującej populacji można umieścić po lewej stronie [kwadrantu przepływu pieniędzy, co oznacza, że te osoby są pracownikami, pracującymi dla innych - przyp. aut.], jest sposób nauczania w szkole. Wkrótce po opuszczeniu szkoły i rozpoczęciu pracy ludzie są w długach”.

        Szkoły nie tylko nie obrzydzają życia na kredyt, ale także zniechęcają do podejmowania ryzyka. „W szkołach uczymy się, że błędy są niedobre, jesteśmy karani za popełnianie ich. Gdy jednak przyjrzymy się, zauważymy, że ludzie są stworzeni do uczenia się, a uczymy się między innymi poprzez błędy” - twierdzi Kiyosaki.

        Poza tym szkoły państwowe nie uczą dzieci pochodzących z klasy średniej i niższej tego, czego uczą swoich dzieci bogaci, przy domowym obiedzie czy podczas rodzinnej dyskusji. Ludzie sukcesu uczą swoje pociechy, jak prowadzić swój biznes i jak inwestować. A czego uczy szkoła? Kiyosaki: „Szkoły nie uznają tego, że finansowa inteligencja człowieka jest częścią całej inteligencji osobnika”. Autor książki „Biedny ojciec, bogaty ojciec” dodaje: „Jeśli robimy tak, jak zalecają szkoły, czyli stajemy się wysoko wyspecjalizowani, wtedy powinniśmy szukać ochrony ze strony związków zawodowych”. Jeśli spojrzymy na mocną pozycję związków zawodowych, uświadomimy sobie, że Kiyosaki ma rację.


    Jak wyedukować dziecko?

        Zależy wam na losie waszych dzieci? Chyba tak, bo niemal wszystkim rodzicom leży na sercu przyszły los ich pociech. Musicie więc radykalnie zmienić swoje podjście do szkoły, do systemu edukacji i do nauczania swoich dzieci, bo jak pisze Kiyosaki we wstępie do „Biednego ojca, bogatego ojca”: „Świat wokół nas zmienił się, ale rady się nie zmieniły. Otrzymanie dobrego wykształcenia i zdobywanie dobrych stopni nie zapewniają już sukcesu”.

        Skoro świat się zmienił, i mamy obecnie drugą, informacyjną fazę globalizacji (po pierwszej - przemysłowej), w której liczy się ten, kto ma najbardziej aktualne i najbardziej przydatne informacje, dlaczego nie zmieniła się szkoła?

        Główną przyczyną jest to, iż szkoły są państwowe i nie znają problemu zarobienia na swoje utrzymanie. „Jak system edukacyjny może uczyć zagadnienia, którego sam nie zna?” - pyta Kiyosaki. Poza tym dodaje, iż system edukacyjny się nie zmienia, bo nie został zaprojektowany z myślą o zmianie i dostosowywaniu się do przemian gospodarczych, ale do przetrwania.

        W książce „Mądre bogate dziecko” Kiyosaki zwraca uwagę na to, iż w Stanach Zjednoczonych dynamicznie rozwija się tzw. homeschooling, a więc następuje powrót do domowej edukacji dzieci przez rodziców. Liczby nie kłamią. Jak twierdzi Keith Bower z Amerykańskiej Fundacji na Rzecz Rodziny, w USA i Kanadzie domowe nauczanie odbiera obecnie ok. 1,3 mln dzieci, a ich liczba wzrosła od 1978 ponad 100-krotnie! Przy tym okazują się one lepiej wyedukowane od swoich rówieśników (osiągają wyniki lepsze o ok. 25%)[1] ze szkół państwowych i prestiżowe uczelnie wyższe (Harvard, Stanford) przy naborze preferują studentów, którzy uczeni byli w domu.

        Niestety w Polsce rodzice pozbawieni są prawa swobodnego decydowania o edukacji swojego dziecka. Obowiązuje przymus posłania dziecka do szkoły od 6. roku życia, a nowy premier zapowiedział w expose nawet obniżenie tego wieku do 3. roku życia. Jedyna dowolność jest taka, iż możemy posłać swoją pociechę do, lepszej od państwowej, podstawówki prywatnej. Ale nie wszystkich na to stać, więc dzieci z biednych rodzin są skazane na państwowe molochy., w których rozkwita handel narkotykami i pijaństwo, a nauka schodzi na dalszy plan.

        Nie ulega wątpliwości, iż szkoły i systemy edukacyjne nie przystosowały się do nowej rzeczywistości, czyli do gospodarki opartej na wiedzy. Nie uczą , jak inwestować i budować swój biznes, nie zwracają uwagi na wyrabianie inteligencji finansowej. Większość ludzi wykształconych w szkole nie umie nawet odróżnić aktywów od pasywów, czyli nie posiada podstawowej umiejętności biznesowej! Rodzice muszą więc koniecznie zastosować dodatkowe lekcje w domu tak, by szkoła nie była końcem, ale początkiem edukacji. Najlepiej z książkami Roberta Kiyosakiego w ręku i z jego grą „Cashflow” rozłożoną na dywanie. Wyedukujmy finansowo nasze dzieci tak, by nie brały w przyszłości udziału w niekończącym się „wyścigu szczurów”, by nie bały się założyć własnego biznesu i inwestowania. Pamiętajmy, co mówi wyedukowany przez bogatego przybranego ojca Robert Kiyosaki: „Jednym z powodów tego, że bogaci stają się bogatsi, biedni stają się biedniejsi, a klasa średnia szarpie się w długach jest to, że o pieniądzach uczy się w domu, a nie w szkole”. Jeśli bowiem my tego nie zrobimy, szkoła na pewno nas nie wyręczy.




    Piotr Rosik

    Autor jest rzecznikiem prasowym KoLibra.
    Publikujemy za zgodą autora.

    Tekst ukazał się w pismach „Salesman” i „Gazeta Szkolna” oraz w Onet.pl i Korespondent.pl

    Zdjęcie: Ludmiła Piasecka


    [1] Wyniki badań dotyczących nauczania domowego dostępne na stronie amerykańskiego The National Home Education Research Institute - http://www.nheri.org/index.php | wróć ^




  • skocz do góry