wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    „Największą wadą nauczania domowego jest brak jego wsparcia
    w świecie”

    - rozmowa z Bożeną Bejnar-Sławow


    Bożena Bejnar-Sławow - wieloletnia tłumaczka amerykańskiego Institutes for the Achievement of Human Potential (IAHP - Instytut Osiągania Ludzkiego Potencjału), redaktorka książek Glenna Domana „Co robić mając dziecko z uszkodzeniem mózgu” i „Jak nauczyć małe dziecko czytać”, odznaczona Srebrną Odznaką Orderu Zasługi dla Rzeczypospolitej Polskiej; edukowała domowo własne dzieci. Obecnie p. Bożena pracuje nad stworzeniem Ośrodka Rozwoju Człowieka w Polsce, jeździ z wykładami po całym świecie, w maju 2004 gościła na UAM w Poznaniu.



    Ma Pani troje dzieci: Beatę, Monikę i Mayę, które nauczała Pani domowo. Dlaczego?
        - Moja decyzja opierała się o kilka spraw. Jednym z nich był mój kontakt z IAHP, w którym pracowałam jako tłumacz rodziców dzieci opóźnionych w rozwoju. Tam dowiedziałam się bardzo dużo na temat wczesnej stymulacji dzieci zdrowych. Bożena Bejnar-Sławow z córką
        Będąc młodą, entuzjastyczną matką zaczęłam stosować tę wiedzę w pracy ze swoimi dziećmi. Następnym prozaicznym powodem było to, że jako młode małżeństwo z dwojgiem dzieci w wieku szkolnym nie mieliśmy możliwości wysłania dzieci do szkół prywatnych – nie tylko ze względu na ich koszt – ale na położenie. Szkoła masowa w dużym mieście w USA nie oferowała nam takiej jakości edukacji, jakiej życzyliśmy swoim dzieciom. Ostatecznym powodem decydującym było to, iż ucząc swoje dzieci w domu – zanim wkroczyły w wiek szkolny, zauważyłam ewidentne korzyści w ich rozwoju. Uświadomiło mi to, że odpowiednio przygotowany rodzic jest w stanie znacznie więcej przekazać swoim dzieciom w odpowiedniej atmosferze domowej, niż najbardziej wykwalifikowany i chętny do pracy nauczyciel. Atmosfera w szkole niestety nie jest tą optymalną, która sprzyjałaby do nauki. Na ile faktycznie odbywa się tam socjalizacja, niestety nie zawsze jest tą, którą pragniemy dla swojego dziecka.

    Nie jest jednak Pani nauczycielką…
        - Nie, nauczycielem z wykształcenia nie jestem, ale nie uważam, że to dyskwalifikuje mnie do nauczania swoich dzieci. Rodzic jest pierwszym naturalnym nauczycielem swego dziecka. W obecnych czasach przeciętna matka rodzi przeciętnie tylko jedno dziecko, dwoje to już jest dużo, a troje jest rzadko spotykanym zjawiskiem. Podziwiam nauczycieli, którzy muszą odegrać tak ważną rolę w życiu trzydziestu dzieci jednocześnie. To nie znaczy, że jestem pełna krytyki wobec obecnie istniejących systemów, raczej rozumiem ograniczenia, z jakimi boryka się masowe nauczanie. Nie znaczy to też, że nie istnieją wspaniałe szkoły. Jest ich aczkolwiek zdecydowanie za mało, jak i też opcji dla rodziców zainteresowanych domowym nauczaniem.

    Jakie zalety, a jakie wady ma nauczanie domowe?
        - Zalet i zapewne wad jest wiele. Osobiście uważam, że zalet jest więcej. Największą zaletą, z którą zresztą do dzisiaj zgadzają się moje dzieci, jest to, że miały znacznie więcej czasu na rozwijanie swoich zainteresowań (poza przedmiotami szkolnymi). Na to nie ma zbytnio czasu w masowym systemie edukacji w kraju, w którym mieszkam. Nauczanie domowe daje większą okazję rozpoznania indywidualności dziecka. Nauczanie w szkole tą indywidualność zabiera – nawet jeśli nie ma tego na celu. Czas naszych dzieci jest bardzo cenny i wydawałoby się, że po dwunastu latach masowej edukacji człowiek powinien posiadać większe kwalifikacje. Te lata w szkole powinny oferować więcej niż wkroczenie do dalszej edukacji (studia), która to dopiero spotyka się w dzisiejszym świecie z odpowiednim szacunkiem. Na ile wielką zaletą domowego nauczania jest duża kontrola nad rozwojem jak i wzmocnienie więzi rodzica z dzieckiem, ważne jest, aby rodzic uczący swoje dziecko w domu potrafił rozgraniczyć swoje i jego potrzeby. Zaletą mojego osobistego doświadczenia był fakt, iż tego rodzaju system pozwalał oferować moim dzieciom nauczanie nieograniczone do jednej klasy lub budynku. Świat stał się naszą salą lekcyjną i mogłyśmy go doświadczać poprzez podróże. Miałyśmy na to dużo czasu, bo to właśnie umożliwia edukacja domowa. Nie mówię tutaj tylko o podróżach do innych krajów, ale do wielu ciekawych miejsc w naszym mieście. Uczenie dzieci w domu o sztuce lub przyrodzie przelewało się na praktyczną formę zwiedzania muzeów czy też ogrodów botanicznych. Taka opcja oferowała nam optymalną formę utwierdzenia wiedzy.

    A co z wadami?
        - Myślę, że największą wadą nauczania domowego jest brak jego wsparcia w świecie.

    I to wszystko?
        - Tak. Z czasem udało mi się zauważyć w świecie pewne wsparcie w sensie przygotowywania i uczenia tych rodziców, którzy chcą się tego podjąć. Zapewne można by wyszukać wiele wad, to jednak nie było ani moim ani moich córek doświadczeniem.

    A co mówią Pani dzieci na temat edukacji domowej? Czy pytała ich Pani o zdanie zanim podjęła Pani decyzję o nauczaniu?
        - Pytanie to bardzo mi odpowiada, ponieważ faktycznie ucząc swoje dzieci przedmiotów szkolnych zanim poszły one do szkoły i robiąc to z wielkim entuzjazmem spowodowało, że moje dzieci nie mogły się doczekać pójścia do szkoły. Kiedy starsza córka miała 6 lat na jej życzenie zapisałam ją do szkoły, ale po dwóch tygodniach oznajmiła mi, że woli uczyć się w domu. I ja dostosowałam się z wielką chęcią. Uzasadniła mi swoje rozczarowanie, które uważałam za słuszne i nie krytykując systemu szkolnego wróciłam do wcześniej wybranej opcji. Moja młodsza córka także do dziś dnia wspomina miło swoje domowe nauczanie. Obecnie moja najstarsza córka jest na trzecim roku studiów, druga kończy w tym roku liceum. Trzecia ma cztery i pół roku i podróżuje ze mną.

    A co z kontaktami z rówieśnikami w edukacji domowej?
        - Córki miały bardzo dużo kontaktu z rówieśnikami mieszkającymi po sąsiedzku i nie tylko. W wyniku tego, że domowe nauczanie dawało nam elastyczność użycia czasu, było bardziej „wydajne”, moje córki miały kontakt z rówieśnikami podczas zajęć takich jak balet, tae kwan do, gimnastyka, lekcje muzyki oraz klubów sportowych.

    W jaki sposób ktoś, kto chciałby nauczać własne dzieci powinien się do tego przygotować?
        - Niewątpliwie każdy rodzic powinien być przygotowany w jakiś sposób do tego przedsięwzięcia. Poważnie zainteresowani rodzice znajdą niezliczoną ilość literatury na temat wychowywania i nauczania dzieci. Jedną z moich ulubionych książek jest: „Jak nauczyć małe dziecko czytać” Glenna Domana oraz „Dumbing Us Down” John Taylor Gatto (w dosłownym tłumaczeniu: „Ogłupianie nas”)
        Podczas nauczania domowego zapoznawałam się z programem szkolnym – streszczenie tej informacji nie było trudne, szczególnie klas początkowych.
        Osobiście uważam, że nauczanie domowe powinno jak najmniej powielać obecnie istniejące metody stosowane w masowym nauczaniu . Kluczową sprawą jest to, aby nie testować dziecka, a raczej stwarzać szansę na rozwiązywanie problemów, podczas których dziecko ma okazję wykazać swoją wiedzę. Uczyć z wielką radością i entuzjazmem.

    Gdyby mieszkała Pani w Polsce, a nie w USA czy też podjęłaby się Pani nauczania domowego?
        - Obawiam się, że późne lata osiemdziesiąte, kiedy podjęłam tę decyzję nie dawałyby mi tej możliwości w Polsce. Decyzję tę podjęłam głównie w oparciu o mój kontakt i szkolenie organizacji neurologicznej w IAHP. Czekanie na wiek szkolny, zanim podejmiemy naukę czytania, matematyki czy innych przedmiotów jest wielką stratą cennego czasu dziecka. Po ukończeniu kilku kursów „Better Baby” zrozumiałam, że im dziecko jest młodsze, tym łatwiej jest je uczyć. Mózg rozwija się najlepiej w sytuacji bezstresowej, więc nauka moich dzieci stała się zabawą.

    Kiedy zapytałam o Polskę miałam na myśli bardziej to, czy nie obawiałaby się Pani reakcji innych ludzi, szkoły, sąsiadów...
        - Są ludzie, którzy baliby się może opinii sąsiadów lub środowiska. Ten element także istniał, lecz bardzo krótko w mojej pracy z córkami. One ciągle swoimi wynikami potwierdzały, że to, co robimy jest dobre. Nie podobał mi się fakt, że w USA domowe nauczanie w latach 80-tych kojarzyło się ludziom z ruchem religijnym („Fundamental Christians”). Moja decyzja nie była oparta o moje przekonania religijne.

    Czy zna Pani wielu rodziców edukujących w domu w Polsce i USA?
        - W USA grupa rodziców uczących swoje dzieci w domu jest bardzo duża. Jest wiele stron internetowych i publikacji książkowych poświęconych temu tematowi. Prawie w każdym mieście można znaleźć rodziców prowadzących swoje dzieci domowym nauczaniem. W Polsce jedynymi edukującymi domowo rodzicami (czasem przy pomocy nauczycieli), jakich znam są rodzice dzieci w jakiś sposób „zetykietkowanych” przez świat, jako niepełnosprawne (fizycznie lub intelektualnie). Są to przeważnie rodzice prowadzący rozwój swojego dziecka wg organizacji neurologicznej, którzy są po szkoleniach moich lub IAHP. Rodzice ci rozumieją jak ważne jest przejęcie nauczania własnych dzieci, ponieważ systemy istniejące (masowej edukacji), szczególnie w przypadku dzieci „niepełnosprawnych” nie rozpoznają ich potencjału.

    W kwietniu 2004 r. przyjechała Pani do Polski w celu propagowania i szkolenia rodziców i specjalistów w dziedzinie rozwoju mózgu. Z czym to się wiąże?
        - Moim obecnym celem jest stworzenie Centrum Rozwoju Człowieka. Miejsce to będzie pierwszym z wielu innych miejsc, gdzie rodzice i profesjonaliści będą mogli zasięgnąć informacji teoretycznej, jak i praktycznej dotyczącej rozwoju człowieka. W Centrum proponujemy globalne podejście praktyczne do rozwoju człowieka. Mówiąc „globalne” mam namyśli szerokie spojrzenie na potrzeby w rozwoju jednostki.
        Od 1991 roku jestem zapraszana przez instytucje lub rodziców zainteresowanych programami organizacji neurologicznej, ktore wywodzą się z IAHP i są znane czasem w Polsce jako metoda Domana. Mój pierwszy kontakt z tą metodą miał miejsce w 1985 roku. Od tamtej pory wysłuchałam 1500 godzin wykładów na temat tej metody (jako tłumacz). Byłam także obecna przy realizowaniu setek programów, co dało mi wielkie doświadczenie. Na przestrzeni lat stałam się entuzjastką tej metody jak i innych wspierających hierarchię rozwoju człowieka. Mój wieloletni bliski kontakt z rodzicami dzieci z opóźnieniami w rozwoju dał mi okazję obserwowania rozwoju dzieci nie tylko z „etykietkami” diagnoz upośledzeń fizycznych czy też intelektualnych, lecz dał mi okazję zaangażowania się w temat rozwoju człowieka. Praca, jakiej się podjęłam stworzyła mi okazję podróżowania po świecie oferując swoją wiedzę i uzyskując nową. Głównym celem moich przyjazdów do Polski jest przekazywanie tej informacji rodzicom, zainteresowanym profesjonalistom oraz instytucjom w formie wykładów. Do tej pory wykładałam w ponad trzydziestu miastach Polski, w fundacjach, szkołach, domach społecznej pomocy, domach prywatnych i wyższych uczelniach . Duża część mojej pracy wiąże się z rozwojem intelektualnym dziecka. Planuję kursy Better Baby dla obecnych i przyszłych rodziców zainteresowanych lepszym rozwojem swoich dzieci.
        Filozofia mojej działalności opiera się o bardzo podstawowe prawdy tyczące się neurologicznego rozwoju ludzkiego mózgu. Zrozumienie tej filozofii było oferowane światu ponad pół wieku temu przez Glenn’a Domana i jego ówczesnych współpracowników. Niestety nie została przyjęta, ponieważ tezy Domana dotyczące rozwoju mózgu nie były możliwe do udowodnienia w wyniku braku wiedzy oraz metod badawczych mózgu. Współczesny świat przyjmuje wszystkie założenia jego tez i praktyki, lecz robi to w sposób bardzo wyrywkowy. Stosowane terapie w rehabilitacji dzieci z problemami w rozwoju, jak i metody eudukacyjno-wychowawcze zdrowych dzieci nadal nie wykazują w swoim podejściu zrozumienia globalnych potrzeb człowieka. Osiągnięcia jakie wynikają z mojej pracy przypisuję rodzicom, którzy podejmują się pracy z własnym dzieckiem jak i profesjonalistom, którzy ich wspierają. Są to osiągnięcia w rozwoju dzieci niekoniecznie w wieku dziecięcym. Następna filozofia opiera się o międzynarodową współpracę ze specjalistami innych dziedzin związanych z rozwojem człowieka przestrzegających hierarchię rozwoju neurologicznego. Zapraszam do Polski specjalistów, których wiedza składa się na następną cząstkę całej tej układanki problemów dzieci, z jakimi głównie pracuję.
        Planuję wydać serie książek przedstawiających bliżej tą pracę.

    Dziękuję za rozmowę. Czekamy więc na książki i rozwój Pani projektów.





    Rozmawiała Natalia Dueholm
    Więcej | tutaj >>>



  • skocz do góry