wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    Czasami pozwalam swoim dzieciom odpocząć od szkoły

    Rozmowa z p. Agnieszką Marią Stefańską, mamą trójki dzieci w wieku 14, 13 i 10 lat, tłumaczką i autorką książek.



    Agnieszka Stefańska


    Pani dzieci chodzą do szkoly, jednak uczyła je Pani w domu. Interesuje się Pani również edukacją domową...
        W praktyce tak to wyglądało, że uczyłam swoje dzieci po szkole. W tej chwili dwójka starszych uczęszcza do bardzo dobrego gimnazjum w Krakowie. Wreszcie odetchnęłam. Najmłodszy, niedosłyszący, był przeze mnie prowadzony od urodzenia pod okiem fachowców. Obecnie chodzi do czwartej klasy. Nie ma żadnych kłopotów z przyswajaniem wiedzy, ale jego pobyt w szkole jest dla nas nieustanną udręką. Rozumiem nauczycieli, którzy muszą egzekwować stosowanie się do obowiązujących reguł. Mają zbyt mało czasu na roztrząsanie pojedynczych spraw i dochodzenie sedna problemu. Nie zawsze też wiedzą, że emocje dzieci z deficytem są wyostrzone. Zwłaszcza wtedy, gdy muszą walczyć o przetrwanie w grupie rówieśniczej.
    Sama byłam kiedyś nauczycielką. Wielokrotnie przeciwstawiałam się pokusie "prostych" rozwiązań wychowawczych, ponieważ zauważyłam, że często kara zostaje wymierzona niesprawiedliwie. Trzeba rzetelnie rozeznać sytuację, zrozumieć motywy postępowania dziecka, a wtedy może okazać się, że właśnie ono w tym wypadku miało rację. Szkoła idzie po najmniejszej linii oporu, ponieważ chronicznie cierpi na brak czasu. Jest instytucją i jako taka, powołana do służby wszystkim, nie służy tak naprawdę nikomu.
    Chcąc w przyszłości oszczędzić synowi kłopotów w szkole, zwłaszcza w tak trudnym przedmiocie jak matematyka, postanowiłam jak najwcześniej rozpocząć jego przygodę z liczbami. Efektem moich działań było rozwinięcie jego uzdolnień matematycznych, co przełożyło się na pomysł stworzenia cyklu e-booków matematycznych, które obecnie przygotowuję i wydaję w ramach własnej działalności (www.profesorzagadka.pl). Naukę matematyki wzbogaciłam przygodami niesfornego Krzysia wspieranego przez tatę, profesora Zagadkę. Zadania mają sfabularyzowaną formę, a dopełniają je wiersze, opowiadania, rebusy i gry. Swoją pracę traktuję jako pomoc dla rodziców, nauczycieli i dzieci w pokochaniu "królowej nauk". Dedykuję ją wszystkim, którzy w sztywnych szkolnych programach poszukują ludzkiej twarzy i odrobinę zabawy.

    Zastanawia się Pani nad edukacją domową. Co Panią do tego skłania i jakie ma Pani obawy?
        Według mnie prawdą jest, że edukacja domowa to właściwa i naturalna droga zdobywania wiedzy. Pod warunkiem, że rodzice uczciwie będą wywiązywać się z tego obowiązku. Dziecko pod opieką najbliższych uczy się w swoim własnym tempie, rozwija zdolności, dobrze wykorzystuje czas i w serdecznej, inspirującej atmosferze buduje swoją motywację.
    Pracując kiedyś w szkole zauważyłam, że dzieci z jakimkolwiek deficytem czy ponadprzeciętnie uzdolnione, nie mieszczą się w ramach tej instytucji. Zawsze stanowią problem. Jedynym ratunkiem jest dla nich wtedy ciepła, serdeczna troska wspaniałych pedagogów.
    Koronnym argumentem przeciwników nauczania indywidualnego jest blokowanie rozwoju społecznego dzieci, izolowanie ich od grupy rówieśniczej. Z moich obserwacji wynika, że jest dokładnie odwrotnie. Mobbing w klasie, agresja, zjawisko fali nie należą do sytuacji wyjątkowych. Gdy dziecko, z natury spokojne, umieści się w takim środowisku, czy można od niego wymagać pozytywnych reakcji? A jeśli mamy do czynienia z dzieckiem nadwrażliwym, nadpobudliwym lub niedojrzałym emocjonalnie (ma ono do tego prawo)? Czy słuszne jest nieustanne publiczne karcenie go, zawstydzanie, krzyki i nagany? Uważam, że środowisko powinno stymulować rozwój, a reakcje prospołeczne najlepiej ćwiczyć tam, gdzie jest się akceptowanym. Wiem, że rodzice uczący samodzielnie swoje dzieci, bardzo dbają o ich rozwój społeczny. Te dzieci nie są odludkami, wręcz przeciwnie, utrzymują i pielęgnują przyjaźnie.

    Jest Pani trochę rozdarta pomiędzy szkołą a domem...
        Szkoła rzadko uczy altruizmu i wrażliwości względem drugiego człowieka. Często natomiast wyzwala zachowania antyspołeczne, poczucie krzywdy i postawę cwaniactwa. Czy nauczyciele kiedykolwiek podejmują temat uczciwości np. na klasówkach? Nigdy o tym nie słyszałam. Nawet na godzinach wychowawczych podejmuje się przeważnie sprawy organizacyjne albo nadrabia zaległości z przedmiotu.
    Czasami pozwalam swoim dzieciom odpocząć od szkoły. W okresie jesienno - zimowym, gdy panują grypy, zostają w domu i uczą się sami. Twierdzą, że to ich najlepsze chwile. Nikt ich nie pogania, odreagowują zmęczenie i stres. Czytają mądre książki, oglądają programy naukowe w telewizji, niekiedy chodzą na spacery, pomagają w domu. A ja mam pewność, że nie marnują czasu, nie wchodzą z nikim w konflikty.
    Ponieważ bywa i tak, że konflikty są nieuniknione. Zwłaszcza gdy chodzi o światopogląd nauczyciela, ujawniany np. przy wyborze lektur. Często decyzja odnosząca się do domowej edukacji wiąże się z wyznawanym systemem wartości, wiarą w Boga. Jest to droga pod prąd, bardzo trudna, wymagająca wyrzeczeń. Dlatego nie każdy się na nią decyduje. Wielu jej się sprzeciwia. Krytykują ją zarówno pedagodzy, jak i sami rodzice. I nie ma się czemu dziwić. W większości rodzin obydwoje rodzice pracują, więc szkoła staje się dla dziecka azylem, podstawowym miejscem zdobywania wiedzy. Nie mogą sobie pozwolić na luksus pozostawania w domu i zajmowania się edukacją dzieci. Tym bardziej, że nie wiedzą nawet, jak się do tego zabrać. Są specjalistami w swojej dziedzinie, a nie nauczycielami.

    Kształcenie to przecież niełatwa droga...
        Jestem przekonana, że istnieją również dzieci, które lubią szkołę, bo miały szczęście trafić na dobrych nauczycieli i przyjazne środowisko.
    Ciągle jestem pod wrażeniem jednej z tłumaczonych przeze mnie książek. Pochodzi ona z cyklu "Seria z Sokratesem" i nosi tytuł "Najmądrzejszy człowiek świata". Opowiada o młodocianym Platonie, który po wielu trudach i mozolnych poszukiwaniach, znalazł sobie mistrza - Sokratesa. Książka napisana jest w zabawny sposób, pewne sprawy przerysowuje, ale zawiera ważną prawdę. Wiedza, czyli zasób wiadomości, nie jest jeszcze mądrością. Właściwie, niewiele ma nawet z nią wspólnego. Mądrość oznacza poszukiwanie, nieraz bardzo mozolne, i ostatecznie, płynącą z niej radość, pogodę ducha i miłość.
    Chciałabym, żeby w szkole było więcej miłości i zrozumienia. Mniej szamotaniny, sztywnych programów i przemęczenia obarczonych "papierkologią" nauczycieli. Na ogół oni chcą dobrze, tylko warunki pracy są trudne. I dlatego ja jako matka powinnam móc sama kształcić swoje dziecko, jeżeli tylko czuję się na siłach i tego pragnę.

    Czy może Pani wyjaśnić, dlaczego zabrała się Pani właśnie za tłumaczenie „Serii z Sokratesem”? Co według Pani jest w niej wartościowego?
        Z perspektywy dwudziestu jeden przetłumaczonych książek mogę uczciwie powiedzieć, że mam dużo szczęścia. Trafiłam do Wydawnictwa WAM, wydawnictwa jezuickiego, które ma bardzo określony profil. Nie waham się brać stamtąd książek do tłumaczenia - wszystkie są świetne. "Seria z Sokratesem" zachwyciła mnie mądrością i dowcipem. Zawiera sześć części - opowiadań o perypetiach młodocianego Platona, który pod okiem swego niezrównanego mistrza Sokratesa zgłębia tajniki filozofii. Platon nie uczy się w szkole, lecz wędrując ze swoim nauczycielem po ateńskich ścieżkach, gawędzi, pyta, zastanawia się i obserwuje. Zbiera doświadczenia i wyciąga wnioski. Jakże daleko nam do takiej naturalnej swobody pobierania nauk!
    Przyznaję, że sama dobrze się bawiłam podczas pracy nad tymi książkami. Starałam się najdokładniej oddać styl autora. Podziwiam go za wspaniale zrealizowany pomysł "beletrystyki filozoficznej" i lekkość języka. Myślę, że "Seria z Sokratesem" powinna być obowiązkową lekturą nie tylko dla młodzieży, ale także dla nauczycieli i rodziców. Znajomi wielokrotnie mi opowiadali, że zakupiwszy ją dla swoich dzieci, potem sami przeczytali pod wpływem ich zachęty. Bo naprawdę warto, gdyż w naszym hałaśliwym, zabieganym świecie coraz więcej rzeczy robimy automatycznie, a chwile refleksji coraz rzadziej stają się naszym udziałem.

    Wspomniała Pani, że Pani twórczość związana jest z życiem. Czy może to Pani rozwinąć?
        Moja twórczość wypływa z życia i je dopełnia. Już jako mała dziewczynka wiedziałam, że będę pisarką. Musiało minąć wiele lat, żeby moje marzenia mogły się zrealizować. Zrozumiałam, że nie wystarczą zdolności. Trzeba mieć jeszcze coś mądrego do powiedzenia. Coś, czym można podzielić się z ludźmi. Zawsze, kiedy piszę lub tłumaczę książkę, przede wszystkim zastanawiam się, co chcę czytelnikom przekazać. Pragnę nieść dobre słowa, trochę radości i nadziei. A życie zawsze pisało mi ciekawy scenariusz.
    Kiedyś, jako osiemnastolatka, uprawiałam spadochroniarstwo. Przeżyłam niezwykłe przygody, godne przekazania nie z racji przydania sobie chwały, próby wykreowania się na bohaterkę, lecz ze względu na wspaniałą szkołę charakteru, jaką przeszłam. Powieść "Zuzka na spadochronie" została wydana w maju br. przez Wydawnictwo WAM.
    Moim literackim debiutem były "Usypianki przytulanki", cykl wierszy będących świadectwem nieprzespanych nocy, kiedy moje małe dzieci tak często wyrywały mnie ze snu. Książeczką, którą chętnie kupują rodzice dla dyslektycznych pociech, są "Literki figielki". Mój syn długo seplenił, robił błędy w pisaniu, więc dla niego tworzyłam wiersze nafaszerowane do granic możliwości trudnymi wyrazami. Teraz wydaję serię matematyczną dla dzieci, obejmującą zakres materiału nauczania wczesnoszkolnego. Weszłam w kontakt z doświadczonymi metodyczkami, wspólnie z którymi pragniemy pomóc nauczycielom i rodzicom w rozbudzeniu fascynacji najmłodszych naukami ścisłymi. Ciągle się dziwię, dlaczego właśnie ja mam parać się matematyką, skoro nigdy nie była ona moim ulubionym przedmiotem. Jednak z powodzeniem przetestowałam swoje metody na własnych dzieciach i wiem, że mogę innym służyć pomocą. Mam niedosłyszącego syna, którego rehabilitowałam od urodzenia, ucząc się przy tym pokory i dokonywania właściwych wyborów. Dzieci rozwinęły moją wrażliwość. Dzięki nim uświadomiłam sobie, że warto ujarzmiać swoje pióro w trosce o innych, a mniej czynić zadość własnym pragnieniom i ambicjom.

    Coraz więcej osób z edukacji domowej przyznaje, że nauczają domowo, aby dziecko wychować do świętości, chcą pracować nad jego charakterem. Co polecałaby im Pani do czytania?
        Chylę czoła przed ludźmi, którzy sami kształcą swoje dzieci! Trzeba wiele cierpliwości i samozaparcia, by przeprowadzić to wielkie dzieło wychowania do świętości. Uważam, że książki służą tu nieocenioną pomocą. Ja sama czytałam swoim dzieciom od najwcześniejszych lat, starannie dobierając literaturę. Dobre książki kształtują charakter, złe mogą go wypaczyć. Jestem nawet zdania, że lepiej w ogóle nie czytać niż czytać coś, co może zaszkodzić. Ale na szczęście, w natłoku kolorowych śmieci zalegających księgarniane półki, można jeszcze znaleźć prawdziwe perełki. Ja osobiście lubię zbeletryzowane opowieści o świętych. Pojawiło się ich trochę w ofercie wydawnictw katolickich. Mam tu na myśli serię wydaną przez wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu pt. "Ścieżki świętych". Z prawdziwą przyjemnością biorę do ręki pozycje Marii Buyno - Arctowej. Pamiętam, że z wypiekami na twarzy moje dzieci słuchały opowieści o ks. Bosko (L. Mayer - Skumanz "Pozwólcie ptakom śpiewać..."), Stefanie Wyszyńskim (P. Kordyasz "Stefek"), Dominiku Savio (P. Lappin "Dominik Savio"). Z książek należących do kanonu literatury polskiej chętnie sięgam po Centkiewiczów (np. "Fridtjof, co z ciebie wyrośnie", "Człowiek, o którego upomniało się morze"). Bardzo nam się podobała pozycja Elżbiety Polak pt. "Na scenie życia". Cenię książki br. Rucińskiego i ks. Twardowskiego. Uwielbiam poezję Doroty Gellner i Agnieszki Frączek. Tyle dobrej literatury dane mi było poznać, że na stronie swojego sklepu internetowego (www.agmatus.pl) postanowiłam zamieścić listę polecanych przeze mnie książek. Oczywiście, szczerze polecam też wszystko, co do tej pory napisałam sama i przetłumaczyłam.

    Dziękuję za rozmowę.

    Rozmawiała Natalia Dueholm.

    Zapraszamy: www.agnieszkamariastefanska.pl





  • skocz do góry