wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    „Jeśli potrafimy nasze pociechy wychować, będziemy także w stanie je wykształcić”

    - rozmowa z p. Edytą Tehrani o nauczaniu swoich dzieci w Kanadzie


    Miło poznawać kolejne polskie rodziny nauczające domowo poza granicami kraju, które interesują się rozwojem ruchu edukacji domowej w Polsce. Czy może Pani krótko przedstawić sytuację prawną edukacji domowej w Kanadzie?
        - W prowincji Ontario, podobnie jak w całym kraju, domowe nauczanie jest jedną z legalnych form edukacji. Kanadyjska konstytucja zapewnia rodzicom pełne prawo wyboru i ostateczną odpowiedzialność za edukację swoich dzieci. Rodzina Tehrani
        Ministerstwo Edukacji aktywnie nas w tym wspiera traktując nas na równi z nauczycielami w szkołach publicznych. Mamy zupełną wolność wyboru zarówno materiałów jak i metod nauczania. Dodatkowo istnieje tutaj wiele organizacji i stowarzyszeń dla nauczających rodziców, które zapewniają nam wszelką pomoc z pomocą prawną włącznie (proszę zerknąć pod wywiadem). Jakkolwiek konflikty prawne bardzo rzadko się zdarzają.

    Czy rodzice w Kanadzie muszą wykazać się jakimiś kwalifikacjami, aby uczyć swoje dzieci w domu?
        - Nie, w Kanadzie nie są od nas wymagane specjalne kwalifikacje, większość rodziców decydujących się na domowe nauczanie posiada minimum średnie wykształcenie, a to wystarczy. Jak już wspomniałam wcześniej, w oparciu o konstytucję rodzic ma pełne prawo do edukacji swoich dzieci ponad placówkami państwowymi. Ostateczna odpowiedzialność należy do rodzica i nie ma tu czegoś takiego jak obowiązek szkolny.

    Czy może Pani przedstawić swoją sytuację rodzinną? Jak długo naucza Pani dzieci?
        - Wraz z mężem Alim oraz dwoma córeczkami pięcioletnią Esterą i czteroletnią Grace mieszkamy w mieście St. Catharines w Kanadzie. Po raz pierwszy o domowej edukacji usłyszałam od znajomej, która uczyła w ten sposób swojego syna, który obecnie pomimo młodego wieku odnosi spore sukcesy w życiu zawodowym, charakteryzują go także takie cechy jak odpowiedzialność i dojrzałość emocjonalna.Tak pozytywne owoce tego stylu edukacji wzbudziły we mnie ogromne zainteresowanie, a w rezultacie wraz z mężem zdecydowaliśmy, iż będzie to najlepsza opcja również dla naszych dzieci.
        Zaczęliśmy bardzo wcześnie, bo od pierwszych miesięcy ich życia. Czytaliśmy im opowieści biblijne oraz inne książeczki dla dzieci, pokazywaliśmy im edukacyjne programy dla dzieci od 0 do 3 lat, które pobudzały ich ciekawość wobec otaczającego je świata, a w późniejszych miesiącach alfabet, kolory, kształty itp. Krótko mówiąc uczyniliśmy naukę integralną częścią ich codziennego życia i trwa to do dzisiaj.
        Obecnie nasza starsza córka płynnie czyta książki na poziomie 3-4 klasy szkoły podstawowej, interesuje się także biologią, fizyką oraz astronomią, rozwiązywanie prostych zadań matematycznych sprawia jej przyjemność.
        Podobnie młodsza też już zaczyna czytać, liczyć i bardzo lubi muzykę, często bawi się komponując swoje własne piosenki.

    Jak wygląda rola Pani męża w nauczaniu dziewczynek?
        - Obecnie to ja prowadzę z nimi większość zajęć, mąż mnie jednak aktywnie w tym wspiera. Bardzo często mamy spontaniczne lekcje np. wczoraj przy prasowaniu, starsza córka zainteresowała się parą z żelazka i zaczęła zadawać mi na ten temat pytania, w rezultacie przeprowadziłyśmy dyskusję o gazach, cieczach oraz stałej materii. W podobny sposób dzieci uczą się od męża, kiedy jest w domu.

    Czy realizuje Pani „szkołę w domu” czy raczej swobodną edukację domową w formie unschoolingu?
        - Wykorzystuję elementy obydwu stylów. Unschooling jest bardzo efektywny w nauczaniu małych dzieci, aczkolwiek uważam, że pewna dyscyplina w nauce starszych dzieci jest niezbędna, jednak nie w tak rygorystycznej formie jak w tradycyjnych szkołach.
        Codziennie prowadzę z dziećmi spontaniczne lekcje w dowolnym czasie i dowolnej długości, jak również typowe ćwiczenia programowe często używane w szkołach np. ćwiczenia matematyczne, sylabiczne czy też uzupełnianie zdań.
        Ogólnie odbywa się to w miarę luźnej formie, jednak kładę nacisk na wypracowywanie takich cech jak systematyczność i pilność, które są moim zdaniem niezbędnymi elementami sukcesu w ich przyszłości akademickiej czy zawodowej.

    Czy nie obawia się Pani, że dziewczynki mogą się „wypalić” edukacyjnie? Jak sama Pani opowiadała, rozpoczęła Pani korzystanie z programów edukacyjnych dla dzieci od 0 do 3 lat i wprowadziła naukę alfabetu w późniejszych miesiącach życia dzieci...
        - Absolutnie nie mam takiej obawy. Może się to wydawać na pierwszy rzut oka zbyt dużo ale dzieci w pierwszych miesiącach oraz latach życia są bardzo ciekawe świata i chłonne na wiedzę. To właśnie wtedy ich mózg najszybciej się rozwija. Materiały edukacyjne, których używałam właśnie stymulują ten rozwój poprzez prezentacje kolorowych zdjęć, poruszających się obiektów na tle muzyki klasycznej i wprowadza np. alfabet w formie zabawy, co kładzie bardzo dobry fundament na późniejszy proces uczenia się. Pomogło im to przyswoić sobie te wiadomości w bardzo naturalny sposób. Nigdy też nie zmuszam dzieci do nauki i zawsze dostosowuję poziom trudności do ich indywidualnych umiejętności. Na przykład starsza córka zaczęła samodzielnie czytać w wieku 4 lat natomiast młodsza (4.5 roku) pomimo, że rozpoznaje wszystkie litery w druku zarówno duże jak i małe, zna też ich dźwięki fonetyczne, to nie czuje się emocjonalnie jeszcze gotowa na samodzielne czytanie, więc nie wywieram na nią żadnej presji, ale czytam razem z nią i czekam na jej gotowość.
        Myślę, że łatwiej jest się „edukacyjnie wypalić” dzieciom, które nie były stopniowo do nauki przygotowywane, a potem nagle w wieku 6-7 lat są obarczone ogromem wiadomości.

    Czy Pani córki poddawane są (czy będą w przyszłości) jakimkolwiek testom? Czy Ministerstwo Edukacji narzuca tu jakiekolwiek testy bądź egzaminy?
        - Na dzień dzisiejszy sama testuję ich wiedzę, zwłaszcza starszej córki, ponieważ młodsza jest na poziomie przedszkolnym. Zawsze kiedy wprowadzam nowy materiał np. dodawanie do dwudziestu, najpierw rozwiązuję razem z nią zadania tłumacząc oraz praktycznie demonstrując. Kiedy widzę, że jest gotowa na samodzielne ćwiczenia przygotowuję serię ćwiczeń, które robi sama, po ukończeniu sprawdzam i jeśli są błędy poprawiam je razem z nią.
        Od przyszłego roku planuję zakupić dla nich pełny program ze sprawdzianami włącznie z jednej ze szkół, które będę regularnie im przesyłać. W oparciu o nie szkoła wystawi dzieciom świadectwa. Oceny ze szkoły średniej będą podstawą przyjęcia ich na Uniwersytet lub do college'u, aczkolwiek każda z tych placówek traktuje kandydatów nauczanych domowo indywidualnie i ma swoje własne wymagania.
        Student zwykle kontaktuje się z wybraną placówką już w szkole średniej i przygotowuje się specyficznie do jej wymagań. Są też kursy przygotowawcze, które kandydaci muszą ukończyć. Oceny z tych kursów są także brane pod uwagę.
        Poza tym Ministerstwo Edukacji nie narzuca żadnych przymusowych egzaminów i testów na poziomie szkoły podstawowej. Jest to odpowiedzialnością rodzica lub rodziców, którzy prowadzą edukację domową.

    Jakie miejsce w Pani nauczaniu ma nauka j. polskiego i kultury naszego kraju?
        - Od ich wczesnego dzieciństwa starałam się jak najwięcej mówić po polsku jednak ze względu na to, że rozmawiamy z mężem jedynie po angielsku i obracamy się głównie w anglojęzycznym otoczeniu zauważyłam, że dzieci wolą odpowiadać mi po angielsku. To jednak zaczęło się zmieniać po powrocie z podróży do Polski. Myślę, iż zrozumiały lepiej ich przynależność do Polski jako kraju, w którym są ich korzenie, ich rodzina.
        Pragną teraz więcej kontaktu z językiem polskim, staram się więc to jak najlepiej wykorzystać, stwarzając więcej okazji do osłuchania się z językiem puszczając im Biblię po polsku , muzykę z polskimi tekstami, wykorzystuję też dziecięce strony internetowe w języku polskim, takie jak: www.bajki.com, www.dziecionline.pl.
        W przyszłości planuję także dołączyć naukę historii Polski oraz literatury, bardzo pomocne w tym będą częstsze wyjazdy do Polski i ewentualna przeprowadzka do kraju kiedykolwiek będą ku temu możliwości.

    Co chciałby Pani przekazać polskim rodzicom, którzy wahają się, czy nauczać w domu zamiast posyłania do szkoły?
        - Przede wszystkim chciałabym zwrócić ich uwagę na wielorakie walory domowego nauczania. Taka edukacja zapewnia dzieciom uwagę, jakiej nigdy by nie doświadczyły w tradycyjnej szkole, gdzie nauczyciel musi się zajmować dużymi grupami uczniów, których wiedza i umiejętności są na różnych poziomach. Nie ma tu fizycznej możliwości zapoznania się z każdym uczniem na tyle, aby móc zaspokoić ich potrzeby. Dziewczynki Tehrani
        Nauczający rodzic z drugiej strony ma tu ogromną przewagę dogłębnej znajomości swojego dziecka oraz ma możliwość dostosowania metod i materiału do poziomu jego wiedzy, co usuwa niepotrzebny stres. Ponadto rodzic może zacząć naukę o wiele wcześniej, co powoduje, że dziecko ma więcej czasu na przyswojenie wiadomości i wypracowanie dobrych nawyków. Bardzo często dzieci przeżywają szok, kiedy w pierwszej klasie zaczynają się uczyć czytania, dodawania, odejmowania, a ostatnio nawet i mnożenia prawie w tym samym czasie! Może to zniechęcać do nauki zwłaszcza dzieci mniej intelektualnie uzdolnione, za to te , które są specjalnie utalentowane, nie muszą czekać na resztę klasy. Nie ma tu także miejsca na porównywanie się z innymi i niezdrowe współzawodnictwo, nie wspominając już o negatywnej presji ze strony rówieśników czy też z jakiegoś powodu uprzedzonego nauczyciela, co niestety jest w dzisiejszych szkołach zbyt częstym zjawiskiem.
        Myślę, że Albert Einstein wiele by dał za taką możliwość i pewnie pozostawiłby o niebo większe dziedzictwo naukowe. Ci, którzy znają biografię tego geniusza wiedzą, jak musiał się zmagać z ówczesnym systemem edukacyjnym. Po prostu kochał naukę, ale nie cierpiał szkoły! Bóg jeden wie ile potencjalnych geniuszy się dziś marnuje z tego powodu. Z drugiej strony wielu rodziców obawia się braku kompetencji, jednak większość rodziców prowadzących domowe nauczanie nie posiada wyższego wykształcenia, a jednak ich dzieci wyrastają na prawników, lekarzy i innego rodzaju profesjonalistów. Jeśli potrafimy nasze pociechy wychować, będziemy także w stanie je wykształcić. Nikt inny bardziej niż my pragnie, aby nasze dzieci wykorzystały w pełni swój potencjał.

    Jaką książkę (zapewne w j. angielskim) poleciłaby Pani polskim rodzicom?
        - Na rynku anglojęzycznym jest obecnie coraz więcej książek na ten temat.
        Dla tych, którzy zastanawiają się lub zaczynają nauczać domowo polecam książkę pod tytułem: „The First Year Of Homeschooling Your Child” autorstwa Lindy Dobson.
        Autorka jest żoną znanego psychologa dziecięcego oraz matką kilkorga dzieci, więc posiada ogromny zasób wiedzy i doświadczenia, które z pewnością będą bardzo pomocne.

    Bardzo dziękuję za rozmowę.




    Rozmawiała: Natalia Dueholm, listopad 2006.

    Zdjęcia z rodzinnego albumu rodziny Tehrani

    Kanadyjskie strony poświęcone edukacji domowej:
  • www.canadianhomeeducation.com/www.flora.org/homeschool-ca/www.life.ca/hs
  • www.homeschooling.about.com
  • www.ontariohomeschool.org
  • home.cogecoca/~anitaklassen/NHEA/#top
  • www.clpcle.com/cle.html
  • www.abeka.org
  • www.joycenter.on.ca/menujs.html?errordocs/404.html


  • Inne ciekawe strony pomocne w edukacji domowej (z różnych dziedzin):
  • www.junglewalk.com
  • eospso.gsfc.nasa.gov
  • www.mathfactcafe.com/build
  • donnayoung.org/math/drills.htm
  • 4momsathome.com/worksheets.html
  • themathworksite.com
  • lessonplancentral.com




  • skocz do góry