wróć
  • do "artykuły" >
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Dorota Konowrocka

    Wystąpienie Denisa Touuri


        Zapis wystąpienia Denisa Touuri, promotora wprowadzenia przychylnych dla edukacji domowej rozwiązań prawnych w amerykańskim stanie Oregon, na konferencji Instytutu Sobieskiego „Między wolnością a obowiązkiem - Edukacja Domowa”, zorganizowanej 28 kwietnia 2008.

        To moja siódma wizyta w Polsce w ciągu dwóch lat, tym razem jestem tu w towarzystwie mojej 15-letniej córki. Jest moim najmłodszym dzieckiem, uczyliśmy ją przez 12 lat jej życia, od trzech lat kształci się w prywatnej szkole, której jestem założycielem. Między innymi dzięki niej wiemy, że wolność naprawdę działa.

        W ciągu ostatnich 30 lat Stany Zjednoczone doświadczyły poważnych przemian edukacyjnych. Rodzice mogą dziś posłać swoje dzieci do szkół prywatnych, mogą też uczyć je w domu, dzięki czemu system edukacji zaoszczędził przez wszystkie te lata ok. 100 miliardów dolarów. Jednocześnie w edukacji domowej i prywatnej pojawiło się wiele edukacyjnych innowacji, których część przeniesiona została do szkół publicznych. Innym rezultatem tej transformacji jest to, że wiele dorosłych już osób, które kształcone były w domu, zajmuje dziś wysokie stanowiska w instytucjach naukowych i administracji publicznej. Będę dziś mówił o Oregonie, ale to tylko jeden z amerykańskich stanów - w całych Stanach Zjednoczonych jest wielu liderów ruchu edukacji domowej.

        30 lat temu w Oregonie rodzice uczący swoje dzieci w domu ukrywali się. Próba prowadzenia edukacji domowej groziła rodzicom aresztowaniem i więzieniem. Chciałbym wyjaśnić, jak wyglądała wówczas szczegółowo sytuacja prawna. Aby uzyskać zgodę na edukację domową, należało poprosić o pozwolenie dyrektora lokalnej szkoły. Jego zaś celem było raczej wsadzenie dziecka do szkoły, a nie pozwolenie na to, by mogło być kształcone w domu, co na rodziców działało dość deprymująco. Dwa razy w roku dyrektor zobowiązany był testować wiedzę dziecka przeprowadzając egzaminy. To dyrektor decydował, jakie testy zostaną zastosowane i który nauczyciel je przeprowadzi. Egzaminy odbywały się w lokalnej szkole. Sytuacja nie ulegała poprawie nawet wówczas, gdy dziecko miało dobre wyniki - lokalna szkoła mogła i tak arbitralnie powiedzieć „nie” w każdej chwili. Rodzice ukrywali się z dziećmi w domach przez całe dnie, bo nie chcieli, by ich dzieci były widziane na ulicy w ciągu dnia, podczas gdy inne dzieci przebywały w szkole, co mogło ściągnąć uwagę władz i nieprzychylne reakcje.

        W tym czasie moja najstarsza córka zbliżała się do osiągnięcia wieku szkolnego i pomyślałem, że czas, by zmienić prawo. Jako rodzic byłem zainteresowany kontaktem z władzami. Rodziny edukujące domowo nie powitały moich działań z radością. Obawiały się po prostu, ze zostaną rozpoznane, więc pozostały w ukryciu. Kiedy jednak sprawy zaczęły nabierać rozpędu, wiele rodzin przyłączyło się. Z jednej strony były to rodziny chrześcijańskie, z drugiej strony rodziny z nurtu „unschoolerskiego”, zapoczątkowanego przez Johna Holta. Tytułem wyjaśnienia, John Holt był nauczycielem w szkole publicznej, który po kilkunastu latach pracy doszedł do wniosku, że dzieci źle się uczą przede wszystkim ze względu na towarzyszący nauce w szkole strach. Jego poglądy były zasadniczo bardzo liberalne. Chrześcijanie byli dla odmiany bardzo konserwatywni. Znaleźliśmy jednak wspólny grunt. Tym wspólnym gruntem była edukacja naszych dzieci i wolność wyboru.

        Ja sam zaangażowany byłem w cztery sprawy związane ze zmianą ustawodawstwa. W tym czasie ukazały się książka Alvina Tofflera „Trzecia fala”, a potem J. Naisbitt „Megatrendy”. Na podstawie tych dwóch książek argumentowałem, ze zmiany dotyczące edukacji domowej dobrze wpisują się w trendy, o których piszą autorzy. Toffler pisze przede wszystkim o komputerach. W tym czasie szkoły były jak fabryki, Toffler powiedział zaś, że edukacja powinna się zmienić, stać się bardziej zindywidualizowana, czemu służyć miały komputery. Po drugie, odwołałem się do czynników ekonomicznych. W tamtym czasie państwo przeznaczało wielkie pieniądze na edukację. Kilka dni temu czytałem najnowsze statystyki, zgodnie z którymi edukacja jednego ucznia w Waszyngtonie, D.C. kosztuje 25 tysięcy dolarów. Trzecim elementem mojej argumentacji były wyniki w nauczaniu. Na ten temat bardzo obszernie pisał Brian Ray, który przeprowadził też obszerne badania. Nie ma dziś wątpliwości, że nauczanie domowe daje najlepsze wyniki akademickie.

        Najważniejszym jednak argumentem były nasze osobiste historie. Rodzice edukujący domowo przyjeżdżali z różnych regionów Oregonu, by podzielić się swoją historią z parlamentem stanowym i widać było, że legislatorzy byli bardzo poruszeni tymi osobistymi świadectwami. Widzieli matki, które w oczywisty sposób kochały swoje dzieci, troszczyły się o nie i były do tego dobrze wykształcone. Przyjęcie ustawy, która była bardziej przyjazna dla edukacji domowej, zajęło nam trzy miesiące. Chcieliśmy przede wszystkim uwolnić edukację domową od nadmiernych wymagań, zwolnić ją z obowiązków wobec systemu edukacji. Nie wiem, czy o tym wiecie, ale w Stanach Zjednoczonych nie ma przepisów dotyczących obowiązkowego nauczania. Mówi się jedynie o obowiązkowym uczęszczaniu do szkoły. Jeśli zatem dziecko uczęszcza do szkoły domowej, to znaczy, że uczęszcza do szkoły i tego chcieliśmy się trzymać - chcieliśmy, by stan wymagał uczęszczania do szkoły domowej. Ale oczywiście polityka to sztuka kompromisu. Zmieniliśmy więc nieco nasze cele.

        Po zmianie ustawy rodzice nie musieli już prosić o pozwolenie - od tej pory jedynie informowali o tym, że będą nauczać swoje dzieci w domu. Zamiast dwóch testów rocznie - jeden test rocznie. Opracowaliśmy wspólnie z władzami listę testów, które można było stosować na egzaminach. Opracowaliśmy też listę uprawionych do przeprowadzania testów egzaminatorów. Rodzice mogli więc wybrać zarówno test, jak i przeprowadzającą go osobę. Do rodziców należało określenie, gdzie sprawdzian ma się odbyć. Zgłoszenie faktu edukowania dziecka w domu nie było dostarczane do lokalnej szkoły, ale do organu administracji stanowej. Chodziło o to, by chronić rodziców przed działaniami lokalnego dyrektora i lobby nauczycielskiego.

        Idea edukacji w wolności wpłynęła na zmiany w edukacji publicznej. Jedna z posłanek, która była po naszej stronie w parlamencie stanowym, pięć lat później zreformowała stanowy system edukacji. Do prac nad reformą zaprosiła między innymi mnie i moją żonę oraz siedem innych małżeństw. Nauczyła się od nas, jakie stosowane przez nas metody może wprowadzić do systemu publicznej edukacji.

        25 lat po wprowadzeniu tych zmian ustawodawstwo jest cały czas liberalizowane. Teraz dzieci w stanie Oregon testowane są tylko cztery razy w trakcie obowiązkowego kształcenia: po trzeciej, szóstej, dziewiątej i dwunastej klasie. Testy te pozostały w gruncie rzeczy jedynie dlatego, że tego chcieli rodzice, bowiem egzaminy przeprowadzane przez te wszystkie lata cały czas potwierdzały, że dzieci dobrze się uczą - dlatego egzaminy były stopniowo wycofywane. Edukacja domowa jest coraz łatwiejsza, coraz więcej ludzi się tym zajmuje. Powstają centra, w których można uczyć się indywidualnie wybranych zagadnień pod okiem tutorów, powstają też kooperatywy rodziców wspólnie uczących swoje dzieci i dzielących się odpowiedzialnością za nauczanie wybranych przedmiotów. A władze stanowe są zadowolone, bo edukacja domowa pozwala im zaoszczędzić wiele pieniędzy.

    Opracowanie: Dorota Konowrocka
    Zamieszczamy za zgodą Doroty Konowrockiej i Instytutu Sobieskiego.



  • skocz do góry