wróć
  • do "artykuły"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    Od domowej edukacji do własnego biznesu

    W jednym z czerwcowych numerów “Wall Street Journal” pojawił się artykuł o kształconym domowo przedsiębiorczym chłopcu, który założył swoją firmę i dzięki niej chce wylansować zdrowe słodycze. To tylko jeden z przypadków pokazujący, że edukacja domowa i biznes idą w parze. A powodów ku temu jest bardzo wiele.

    Opisany w „A Young Entrepreneur’s Sweet Idea” 15-letni Nicky Bronner z Massachusetts jest synem bogatego biznesmena, który nie tylko zainwestował pieniądze w pomysł syna, ale krok po kroku pomaga mu wcielić w życie jego plan na biznes. Pomysł zrodził się z rodzinnej kłótni, po której rodzice zabronili synowi objadania się w Halloween dużymi ilościami niezdrowych łakoci. W konsekwencji tego, uwielbiający słodycze syn i ojciec założyli Unreal Brands Inc., firmę branży spożywczej, która ma zawalczyć o ogromny, ale trudny rynek. Od dawna królują na nim przecież znane marki gigantycznych międzynarodowych korporacji, np. Nestlé czy Hershey. Nowa generacja słodyczy na bazie zdrowych składników ma trafić do sieci różnych marketów w USA jako alternatywa dla niezdrowej konkurencji. 19 osób z doświadczeniem w największych firmach, eksperci żywienia i znajome gwiazdy pomagają w wylansowaniu produktu. Trwająca od kilku lat przygoda Nicka Bronnera z biznesem jest pewnie godna pozazdroszczenia z powodu łatwego dostępu do kapitału jego ojca. W USA jest jednak wiele mniej uprzywilejowanych finansowo rodzin, które podążają podobną drogą.

    Wiele amerykańskich dzieci (niekoniecznie kształconych w domu) zaczyna swoją przygodę przedsiębiorcy angażując się w sprzedaż produktów spożywczych. Najmłodsi sprzedają lemoniadę na swoich dziecięcych kramach przy domowej posesji. A trochę starsi - ciasteczka czy popcorn, zbierając w ten sposób pieniądze dla swojej szkoły albo organizacji Boys Scout i Girls Scout. Niektórzy, szczególnie z rejonów rolniczych, handlują również jajkami, owocami i warzywami. Dzieci potrafią być w tym naprawdę dobre nie tylko dlatego, że dorośli czują się zobowiązani coś od nich kupić. One rzeczywiście mają dużo entuzjazmu i potrafią poręczyć za swoje produkty, szczególnie, jeśli są nimi wyroby czekoladowe. A to podstawa sukcesu.

    Jajczarze, pisarze, filmowcy...

    Fakt, że takich kreatywnych rodzin jest wiele, pokazuje artykuł w magazynie „American Family Association”: The New American Dreamers. Homeschool families generate fresh wave of entrepreneurs, przytaczający przykład kształconego w domu Chada Roacha, który swoje doświadczenie w biznesie zaczynał od sprzedaży jajek. Po jakimś czasie Roach sprzedał jajeczny interes siostrom, a za zarobione w ten sposób pieniądze kupił kosiarkę do trawy i otworzył kolejną firmę. Jako nastolatek, po odrobieniu zajęć „domowego liceum”, pomagał tacie w prowadzeniu firmy ubezpieczeniowej. Aż ostatecznie skończył na sprzedaży sztabek złota i srebra. Nadal pomaga mu tato, siostry i 12-letni brat. Roczna sprzedaż złota i srebra opiewa na 15-20 milionów dolarów!

    Kolejny przykład wielopokoleniowego biznesu pokazuje rodzina Courter z Tennessee, która wytwarza przyrządy używane przez producentów paneli słonecznych do mierzenia nasłonecznienia przy danej lokalizacji. Ich firma The Solar Pathfinder zatrudnia mamę i dzieci. Nawet trzylatka uczy się w niej ręcznego składania części.

    Rodzice i ich kształcone domowo dzieci znani są również ze swoich książek. Zanim powieści Christophera Paolini zaczęło wydawać sławne wydawnictwo Alfred A. Knopf, młodziutki autor jeździł po całym kraju, aby wypromować „Eragona”, opublikowanego przez jego rodziców (okładkę zaprojektowała jego siostra). Inne rodziny stają się znane dzięki wyprodukowanym filmom. Nauczająca domowo rodzina Steeges z sześciorgiem dzieci sama napisała scenariusz i w dwa lata wyprodukowała film „Runner from Ravenshead”, w którym wszystkie role grają maluchy. Film porównywany jest do „Indiany Jonesa”, szczególnie z powodu zbliżonej muzyki (wykonanej przez orkiestrę symfoniczną z Pragi) i jest alegoryczną opowieścią o chrześcijańskim przesłaniu na temat ucieczki i prawdziwego schronienia. Projekt kosztował rodzinę ok. 45 tys. dol., a film sprzedał się w tysiącach kopii. Tutaj można zobaczyć zwiastun tego amatorskiego filmu, którego jakość można porównać z gigantycznymi produkcjami: http://ravensheadmovie.com/, a tu posłuchać o jego realizacji: http://www.youtube.com/watch?v=RyIalJDFFvc.

    Kształcenie domowe i przedsiębiorczość są naturalnymi przyjaciółmi, gdyż często wybierają je osoby dość odważne i niebojące się ryzyka robienia czegoś „pod prąd”. Są kreatywne i niezależne, a do tego mają więcej czasu na doskonalenie poprzez doświadczenie. Dzięki temu ich dzieci dość szybko nabierają pewności w kontaktach z dorosłymi i umieją się zachować w sytuacjach zawodowych. Edukacja domowa w połączeniu z rodzinnym biznesem oczywiście wzmacnia rodzinę i przywraca ojcu należne mu miejsce w domu. Choć oczywiście nie wszyscy mogą sobie na nią pozwolić, każdy rodzic ma przecież talenty, które warto przekazać dzieciom w ramach mniejszych lub większych rodzinnych doświadczeń. Każde z nich: od naprawiania pralki, kładzenia podłogi czy obsługi klienta ma swoją wartość. A im więcej edukacyjnych przygód w każdej rodzinie, tym lepiej.

    Natalia Dueholm
    Artykuł pochodzi z portalu www.pch24.pl

    www.planetaludzi.salon24.pl

    www.prawdaoaborcji.wordpress.com



  • skocz do góry